T-BAGS: Czas na piknik

Anioł

T-Bags: Kumpel z plecaka

T-Bags: listonoszka składana

T-Bags: torebka jeansowa z biglem

środa, 7 listopada 2018

Chociaż za oknem pogoda daleka jest od jesienno-zimowej aury listopada, to niemal już wszędzie robi się świątecznie. 

Ja w tym roku zaczęłam świąteczne dekoracje szyć już w październiku. Niestety tylko zaczęłam, bo utknęłam ;) Udało mi się skończyć pierwszą partię dopiero wczoraj, a dziś korzystając ze słoneczka o poranku zrobiłam kilka fotek :)

Jak widać zaczęłam od moich filcowych serduszek. Odrobinę zmieniłam sposób szycia - nie wypełniam ich już ociepliną, bo okazało się, że wywoływało to lekką konsternację: 'a do czego takie małe poduszeczki?' 'To na igły jest?'. Oczywiście! W końcu to dobrze, że są uniwersalne! Żeby więc bardziej kojarzyły się z drobiazgiem dekoracyjnym w tym roku wszystkie serduszka są płaskie ;)


Pierwsza partia powstała z szerokimi wstążkami z typowo świątecznymi i zimowymi motywami. Mamy śnieżynki i trochę stylu scandi ;)


Reniferki zawsze robiły furorę - zwłaszcza wśród najmłodszych ;) Mamy więc dwa rodzaje reniferowych serduszek :)


No i mam dla Was taką dobrą wiadomość, że serduszka są świątecznym bonusem od T-Bags ;) Do końca 2018 r do każdego drobiazgu zamówionego w sklepiku T-Bags dodaję jedną ze świątecznych ozdób. Bo uchylę rąbka tajemnicy, że będą jeszcze inne - można więc będzie wybierać lub zdać się na los - zamknę oczy i zrobię wyliczankę ;) 


A na dziś to będzie wszystko. Zapraszam już wkrótce na kolejny wpis :) Dobrego dnia. Pozdrawiam, PA!





poniedziałek, 22 października 2018

Kiedyś już chyba wspominałam, że nie umiem pisać osobistych wpisów na bloga. Zawsze w moim wydaniu wydają mi się zbyt ckliwe i sentymentalne. Dlatego kiedy mam burzę w życiu ‘pozasieciowym’ zaniedbuję bloga, a w ostatnich miesiącach bloga i fejsa zaniedbałam haniebnie ;) I w ogóle całe to moje wszystko zaniedbałam, więc możecie się domyślać, co działo się za kulisami ;) I pewnie powoli, systematycznie, półsłówkami wszystko się kiedyś wyjaśni. A teraz po prostu dodam wpis o książce dla Małego Człowieka. Dokładnie o jednej z książek, bo kiedy zamawiam książki przez Internet to już lecę hurtem. Dziś będzie o książce Przemysława Wechterowicza ‘Proszę mnie przytulić’ Wydawnictwa EZOP.

Nie ukrywam, że skusiły mnie pojawiające się tu i ówdzie pochwalne wzmianki na temat tej książki: że edukacyjna, że o emocjach i to tych najprostszych, najbardziej podstawowych, a wszystko to podane w przystępny dla najmłodszych sposób. Książka nagradzana i wyróżniana – hmmmm…? A dla osób, które gdzieś tam śledzą moje wpisy z serii Żyrafa testuje nie będzie niespodzianką, że do zakupu zachęciły mnie również sympatyczne ilustracje w wykonaniu Emilii Dziubak.

A teraz będzie jeszcze jeden powód zakupu książki. Bo niestety ku mojej rozpaczy w ostatnim czasie większość książek, które wpadały mi w księgarni w oko i ręce NIE MIAŁY TREŚCI! Książki ładnie wydane, kolorowe ilustracje, a na stronie jedno zdanie o tym, że żaba ziewa, a kotek pije mleczko. Trudno mi było znaleźć książkę dla tej grupy wiekowej, czyli dla 4-latka, która nie byłaby totalnie ‘spapusiała’ i ciu-ciana. Przekopałam Internety i tony recenzji. I zdecydowałam, że zaryzykuję.
W ‘Proszę mnie przytulić’ treści jest nieco więcej. Nadal jednak jest to książka na jedno posiedzenie, jeden wieczór. No cóż… Przynajmniej treść jest przyjemna: jak sam tytuł mówi – o przytulaniu! Bo żeby mieć dobry dzień wystarczy kogoś przytulić, a w domyśle: po prostu być miłym i się uśmiechać.  Język faktycznie prosty i przystępny dla Małych Człowieków, a sytuacje wzbudzają uśmiech nie tylko u nich. Bo jak na przykład Tata Niedźwiedź z Synem Niedźwiadkiem ma przytulić anakondę czy myśliwego?

Co na to Mały Człowiek?  Polubił opowieść o przytulaniu i chętnie wraca do książki. Bardzo lubi oglądać ilustracje, a słonko, które myje zęby o poranku jest jego ulubioną.


I na koniec kwestie techniczne, czyli jakość wydania. Tu Wydawnictwo EZOP trafia w mój gust w stu procentach, bo jest i twarda okładka i kartki dość grube, ale nie jest to papier kredowy, a cała książka jest SZYTA! Miodzio! Cena jak za takie wydanie też nie jest najgorsza: na książce widnieje nadrukowane 30 zł, ale obecnie można ja już wyhaczyć w promocjach po niecałe 20 złociszy.

Podsumowując. Czy polecam książkę ‘Proszę mnie przytulić’? Tak, ale jeszcze bardziej polecam same przytulaski ;)

Na dziś to tyle, a że jak wspomniałam książki kupiłam hurtem, to już wkrótce kolejne moje pseudo recenzje ;)


Powyższy wpis nie jest wpisem sponsorowanym ani redagowanym na prośbę Wydawnictwa, Autora, księgarni czy innych tak zwanych 'osób trzecich'.

poniedziałek, 1 października 2018

Kiedy szyłam plecaczek w ostrym pomarańczowym kolorze nie był on jedyny ;) Bo Mały Urwis ma Siostrę, która też miała dostać swój plecaczek. W ten sposób powstał plecak worek, który po prostu miał być RÓŻOWY. Dodałam miętowe akcenty i wyszedł najsłodszy plecak, jaki do tej pory uszyłam :) 

Jak widać nie zabrakło breloczka: jest Pani Sowa z różowym pomponem :) No dosłownie: cud-miód ;)

A teraz dwa słowa wymądrzania ;) Kiedy planowałam swoją działalność wiedziałam na pewno jedną rzecz: nie chcę robić tego, co wszyscy. Wspominałam o tym nawet w poprzednim wpisie. Ale było jeszcze COŚ: materiały i dodatki muszą być trwałe! Wkurzyłam się bowiem, kiedy przy mojej nerce pękła mi plastikowa klamra i musiałam przerobić cały pasek, aby ją uratować. Nerkę oczywiście, a nie klamrę. Wiedziałam więc, że w moich uszytkach klamry muszą być metalowe. A że dodatkowo dużo się mówi ostatnio o ekologii i wszyscy nagle po przeczytaniu książki* o plastiku rezygnują ze wszystkiego co plastikowe, to prawie wpisuję się w eko-nurt. Prawie, bo stoper jest plastikowy ;) No to już teraz mogę pokazać, jak ten plecaczek w kolorze pink się prezentuje :)


Mała Właścicielka podobno była zachwycona i w zasadzie to jest najważniejsze. Jej zadowolenie jest najlepszym podsumowaniem ;)

Na koniec małe obwieszczenie. Owszem - zaniedbywała ostatnio swojego bloga ;( Przyznaję bez bicia - nie miałam głowy, żeby odwiedzać i komentować Wasze poczynania :( Ten spadek aktywności w Internecie trwa już baaaaardzo długo! Czuję, że już za długo. Czuję, że brakuje mi tego... Ale jestem na drodze, żeby to wszystko zmienić :) A zacznę od tego, że pochwalę się: dostałam dotację na własną firmę i w zasadzie od dziś jestem właścicielką firmy T-Bags Pracownia Kreatywna :) Dziękuję za uwagę ;) Pozdrawiam serdecznie i cieszę się BARDZO, że jesteście :)





*Co by była jasność: ja nikogo nie chcę obrażać i krytykować. Ja jestem jak najbardziej zachwycona modą na nurty eko i 'zero waste'! Ja popieram i staram się minimalizować użycie plastiku i produkcję śmieci. Przykro mi tylko, że ktoś musi napisać książkę, że Maffashion musi się przyznać do zabicia żółwia w eko-kampanii, żeby niektórym otworzyć oczy. Ale dobra - jeśli w ten sposób możemy pomóc Ziemi, to bardzo proszszszsz... :)

środa, 19 września 2018

Czyli jak to było z moim butikiem na platformie sprzedażowej - przemyślenia subiektywne.


Pod koniec lipca internetowym światkiem rzemieślników, rękodzielników i innych okazjonalnych wyrobników wstrząsnęła wiadomość: DaWanda się zamyka! Toż to szok i niedowierzanie! Szczególnie dla mnie, której po miesięcznych bojach o zatwierdzenie butiku w końcu się to udało. I po co? Po to, żeby tydzień później się dowiedzieć, że: bardzo nam przykro, ale rozwiązujemy z Tobą umowę ze skutkiem tragicznym dla ciebie. Czy byłam zła? Trochę. Czy rzucałam tzw. mięchem? Tylko pod nosem ;) Co było dalej z moim zatwierdzonym i dopracowanym butikiem? Weszłam na niego tylko RAZ, żeby eksportować się na Etsy, któremu DaWanda 'oddała' swoich użytkowników. Ludzie powiadają, że nie ma tego złego, że Etsy globalne i daje więcej możliwości. Ale ja byłam po prostu ROZCZAROWANA! Naiwnie wierzyła, że jeśli coś działa tak dobrze, jak DaWanda, to będzie tak działać po wsze czasy i do końca świata. DaWanda miała być moim startem w oficjalny świat artystów, rękodzielników i klientów spragnionych drobiazgów niepowtarzalnych, zaprojektowanych w małej pracowni w pokoju na drugim pietrze w bloku w mieście X, ale w POLSCE! Myślałam o Etsy w przyszłości, bo teraz to 'za wysokie progi'. Nawet DaWanda wydawała mi się jakimś ekskluzywnym klubem, tylko dla wybranych, wyselekcjonowanych, najlepszych...! A ja skromnie sobie myślałam, że z tymi moimi uszytkami, to gdzie mi tam do nich wszystkich...? Jednak spróbowałam i udało się! Kilka razy podchodziłam do etapu 'zaakceptowanie butiku', ale się UDAŁO! I wiecie co? Mimo rozczarowania nie uważam tego, co się stało z DaWandą za osobistą porażkę. Bo jednak się udało! A droga do tego Świętego Graala rękodzielników była dla mnie super lekcją i uświadomiła mi kilka rzeczy. 


Zatem czego nauczyła mnie DaWanda? Pokory? Cierpliwości? Twórczego podejścia? WSZYSTKIEGO PO TROCHU ;)

Dają - wymagają!

Po pierwsze nauczyłam się, że tego typu platformy dają dużo od siebie, ale w zamian mają swoje oczekiwania, WYMAGANIA. I nie ma, że boli, że można to obejść i zrobić wyjątek. Przyznaję, że sama czułam się zrezygnowana odbierając kolejne maile z wytycznymi dotyczącymi konieczności zmian na moim koncie. Miałam to wszystko nawet rzucić kilka razy w cholerę! Ale przetrwałam to! Aktywowałam butik na DaWanda i mimo tego, co stało się jakiś tydzień później - było warto! Bo na początek musiałam przyswoić,  że każdy Administrator ma regulamin i wytyczne, ma wizerunek portalu, który musi być spójny i wszystko to razem wzięte, to nie złośliwość wymierzona we mnie. I jeśli chcę sprzedawać na danej platformie, to godzę się na regulamin i na wymagania co do zdjęć, opisów, a czasem nawet samych produktów. Na przykład  ja nie godzę się na wysokość prowizji na Pakamerze, więc po prostu nie zakładam tam konta! Nie negocjuję z Administratorami, nie wykłócam się, że inni mają taniej. Po prostu idę do tych innych, których warunki mi bardziej odpowiadają. A kiedy już uświadomiłam sobie, że i ja, i Administratorzy jesteśmy po tej samej stronie, a po drugiej stronie jest Klient, który chce mieć ładny sklep, czytelne opisy, dobrej jakości zdjęcia najlepszej jakości produktów, a do tego jasne i zrozumiałe warunki przeprowadzenia transakcji et cetera, to wszystko poszło już z górki. Dlatego uważam, że WARTO przyłożyć się do tego wszystkiego: napisać kilka słów o sobie, w miarę ciekawie opisać produkty. Warto też mieć swój krótki regulamin, który określa jasno warunki zakupu, reklamacji i zwrotu. Takie czasy. Słyszałam już głosy, że to głupie, że wymagania z kosmosu. Wiem, rozumiem - też była (jestem) w tym samym miejscu. Chcemy szybko, łatwo i skutecznie, ale tak się nie da! Muszę włożyć sporo pracy i serca, a nie tylko mieć wymagania. I po lekcji z DaWandą wiem, że czeka mnie BARDZO DUŻO pracy, żeby w końcu zaistnieć.

Odpowiednia prezencja ;)

Bo ze zdjęciami, to jest jeszcze BARDZIEJ... ;) Nauczyłam się, że ładne wyroby to dopiero początek. Powiem Wam, że na drodze do DaWandy przekonałam się, że BARDZO WAŻNE jest, żeby mieć dobre zdjęcia. Cały czas miałam to na uwadze, ale do tej pory prowadząc mało popularnego bloga czasem machałam na to ręką. Nie wyszły zdjęcia - trudno. Tu się podciągnie, tam się podrasuje i jeszcze dopiszę, że kiepski ze mnie fotograf i będzie git! Oczywistym jest, że na platformach sprzedażowych TO NIE PRZEJDZIE! Na DaWandzie, to nie miało nawet szans! A wiecie dlaczego? Nie tylko dlatego, że Administrator ma takie 'widzi-mi-się'. Ale dlatego, że ładne zdjęcia przyciągają wzrok, a do tego świadczą o jakości towaru i o tym, że jesteście 'solidna firma'. I wszyscy to wiemy, choć nie wszyscy się do tego przyznajemy ;) Ale można też zapytać, co to właściwie są te "ładne zdjęcia"? To ja Wam powiem, co ja myślę. Ładne zdjęcia są przede wszystkim JASNE i OSTRE. Czasem platformy wymagają na białym tle. Inne wolą jakąś aranżację, inne tło, bo uważają, że te na białym tle są nudne. Tak czy siak najważniejsze jest, żeby zdjęcia ładnie prezentowały produkt i były atrakcyjne dla klienta. Nie na tle gara z ziemniakami czy kaloryfera. Nie ciemne i zamglone, bo robiliśmy je o 1 w nocy, żeby było, żeby wrzucić, puścić w świat. Jestem świeża w świecie profesjonalnych platform sprzedażowych i dlatego przyznam się, że dawniej nie zwracałam takiej uwagi na zdjęcia. Czepiałam się w duchu jakości produktu, ale zdjęcia? W zasadzie każde było dobre, bo fotografia produktowa, to trudna dziedzina, więc można wybaczyć. Teraz jest inaczej: jeszcze mi daleko do dobrych zdjęć, ale te gorsze od moich szybko przewijam, nie przykuwają mojej uwagi, a wręcz zniechęcają, więc nawet nie przyglądam się produktom i wierzę, że niestety większość Klientów tak ma! Teraz więc robię nawet po kilka sesji, kilkanaście ujęć, i kiedy wydaje mi się, że już lepiej nie będzie okazuje się, że muszę się przyłożyć, postarać JESZCZE BARDZIEJ żeby wybrać JEDNO DOBRE ZDJĘCIE, ale wiem, że warto!

Co jeszcze? Dwa kleszcze ;)

Ostatnio uczę się nie tylko 'biznesu' ale też tego, żeby nie zazdrościć i nie porównywać siebie z innymi, a co za tym idzie doceniać siebie, wierzyć w siebie i ciężko pracować. Uczę się asertywności. I wiem czego chcę: nie chcę robić tego, co wszyscy! Chcę, żeby moje drobiazgi się wyróżniały, żeby za jakiś czas ktoś powiedział: 'O! To breloczek / plecak / kosmetyczka od T-Bags!' Ale żeby to osiągnąć muszę też nauczyć się zachwalać samą siebie. Muszę uwierzyć, że moje wyroby podobają się nie tylko mnie i  moim bliskim. Nie jest to jednak łatwe, bo muszę być trochę takim nieskromnym chwalipiętą, a przecież w głębi duszy cały czas boję się krytyki.

Jak widzicie moje doświadczenie z DaWandą wniosło sporo w moje życie ;) Raczej nic odkrywczego, bo wszystko to wiedziałam już wcześniej, ale niestety nie przykładałam się wystarczająco. Może dlatego od ośmiu lat prowadzę bloga i nadal nie jest on na wyżynach popularności? Może dlatego od trzech lat próbuje sprzedawać swoje wyroby, a nadal najlepszymi klientami są Znajome, Przyjaciółka, Siostra...? Może tym razem się uda... 





poniedziałek, 17 września 2018

Ostatnio mnie wzięło na breloczki. Kołatały mi się po głowie jakieś drobne-drobiazgi: kolorowe, zabawne i jak zwykle KAŻDY INNY. Zaczęło się od kaktusa, którego uszyłam dla Izu zamiast medalika, którego zapomniałam jej kupić ;) Był robiony na ostatnią chwilę, więc zdjęcie tylko na fejsiku ;) Ale wyszedł bardzo fajnie i takie małe prezenty uważam są REWELACYJNE!

Korciło mnie na kolejne i powstały cztery. Pierwszy widzicie już trochę na małym zdjęciu. Pies? Miś? Zdania są podzielone. Ja nazwałam go Psem Stróżem kluczy, ale jak kto woli ;) Powstał w sumie jako ostatni, ale tak mi przypasował, że nie mogę się na niego napatrzyć. 


Kombinowałam, przymierzałam, prułam... Ale jest! Malutki i tym bardziej uroczy ;) Powstała też sówka na szydełku. Sówki już znacie - inne można zobaczyć TU czy TU. Tym razem powstała w zielonościach ;) I już nabrałam takiej wprawy, ze prawie z zamkniętymi oczami je kulam ;)


No i powstały dwa breloczki z filcu. Pierwszy to słodka babeczka. Taki breloczek chodził za mną już od dawna. 


Jest dwustronna, więc wypas z wyczesem, jak to mówi Mr. T. ;) Powstał też ptaszek w mocnych barwach. Nie wiem, czy to bardziej folk, czy boho? Może po prostu taki kolorowy ptak... ;)


No i takie te moje cztery drobiażdżki. Który Wam przypadł najbardziej do gustu? Ja lojalnie uwielbiam je wszystkie, choć uważam, że nad babeczką muszę jeszcze popracować ;) 

No i na dziś to tyle :) Zapraszam już wkrótce na kolejny wpis :) Pozdrawiam, PA!







piątek, 14 września 2018

Dzień doberek. Jesień nam się panoszy. Nie wiem, jak u Was, ale u nas temperatura spadła o dziesięć stopni i od razu zrobiło się jakoś tak sennie ;) I ja się tylko nieśmiało pytam tych wszystkich malkontentów od "upały do grudnia": za ciepła dla Was ta nasza jesień? Mnie tam pasuje: trochę słońca, trochę chłodu i szczypta szarówki, i KOLORY :) Kwintesencja jesieni :) 

A w tę paletę łączącą gorące kolory jesieni z chłodnymi odcieniami zapowiadającymi zimę wpasował się zamówiony dla Małego Urwisa plecak. Kiedy dostałam wiadomość, jakie kolory mam użyć do uszycia - złapałam się za głowę! Skąd ja wezmę pomarańczowy? I wtedy mi się przypomniało, że przecież kiedyś szyłam pomarańczową mandolinę ;) No to pomarańczowy jest, do tego dodałam trochę błękitu: kieszeń zewnętrzną i podszewka. A przysłowiowa wisienką na torcie został breloczek - Złodziejaszek ;) I tak wygląda:


Oczywiście plecak jest na regulowanych szelkach - zdaje się, że dla dzieci to super rozwiązanie. Co prawda noszą raczej lekkie rzeczy w swoich plecaczkach, ale sznurki nie dla każdego są wygodne ;) 

A plecaczek jako drobiazg kojarzący się ze szkołą podsyłam na wyzwanie Gościnnej Projektantki do Klubu Twórczych Mam:

https://klub-tworczych-mam.blogspot.com/2018/08/wyzwanie-goscinnej-projektantki-szkoa.html

I jeszcze do DIY -zrób to sam na wyzwanie INSPIRACJE - AKCESORIA SZKOLNE:

https://diytozts.blogspot.com/2018/09/inspiracje-szkolne-akcesoria.html

I na dziś to tyle :) Piątek, piąteczek, Mały Człowiek przyszedł z przedszkola, a mnie takie ziewanie wzięło... ;) Miłego i do następnego....! PA!





poniedziałek, 10 września 2018

Misie rozeszły się, jak ciepłe bułeczki ;) Chyba muszę zmienić profil działalności ;) He, he! Wydaje mi się, że to te ogonki tak podbijają serca ;) W każdym razie zostałam poproszona o kolejne. Najważniejszy był dziewczyński: w różowościach, ale inne też mile widziane.

No i oczywiście powstały super dziewczyńskie Misie  z haftem. Z małymi przygodami - bo bez przygód, to przecież NUDA! Ale generalnie cud-miód :) A potem się wzięłam za chłopaka. I kiedy wpadłam na pomysł połączenia ciemnozielonego swetra z marynistycznymi motywami, to byłam mega dumna z siebie: że taki inny ten Misio, że jeszcze takiego pomysła to nie miałam i w ogóle! Achy i ochy! A potem, to już były same wpadki ;) I tylko w myślach liczyłam do dziesięciu i mówiłam sobie 'pomyłeczka!' Najpierw przyprasowałam fizelinę do deski do prasowania ;), potem zszyłam łapki na prawą stronę i musiałam kombinować nowe z innego swetra... Ale efekt końcowy i tak fajny, a Miś Marynarz dostał robocze imię Pomyłeczka!


Zdjęcie trochę na szybko robione, bo Misiaki od razu jechały dalej ;) A ja dziś się biorę za kolejne zlecenia, bo właśnie w piątek po południu przyszła paczka od STOKLASA z elementami do plecaczków ;) No to miłego dnia i do napisania ;) Pozdrawiam, PA!





Najczęściej odwiedzane