szydełkowy szalik

świąteczne skrzaty

anioł trochę świąteczny

poszewki na poduszki

piątek, 12 stycznia 2018

...a właściwie obrusa i bieżniczka ;) Historia z października, ale zawsze było coś innego do zrobienia... ;) Jednak dziś w końcu przychodzę do Was z moim prawie idealnym obrusem i debiutem w aplikacji z filcu.

Zacznę od obrusa prawie idealnego... Nie cierpiałam tych plamoodpornych koszmarków, które w pewnym momencie zawładnęły polskimi salonami. Z tęsknotą patrzyłam na trzymane przez Mamę gdzieś głęboko w szafie lniane obrusy. I kiedy wyprowadziłam się z domu obiecałam sobie, że u nas tych sztucznych płacht nie będzie choćby stół miał nagi stać ;) A potem wycyganiłam od Mamy lniane obrusy, dokupiłam kilka swoich i MAM! Wszystkie jednak są z jakimś wzorem. A to paseczki, a to słoneczniki. Nie najgorzej, ale brakowało mi jednolitego tła pod moje wynalazki - bieżniki z ozdobnych szali ;) Na len trochę mi szkoda kasy, ale znalazłam cienką surówkę bawełnianą. Wymyśliłam, że po prostu podwinę brzeg i przeszyję ciemniejszą nitką. Potem wypróbowałam ozdobny ścieg i przepadłam.


JEST CUDNY! Obrus i ścieg, i tylko żałuję, że tak mało tej bawełny kupiłam, bo obrusik lekko kusy jest ;) Zresztą zobaczcie sami:


Obrus jest też tak fajnie pognieciony. Prasuję go, ale chyba dla efektu 'lustra' musiałabym go zanieść do magla. Tylko po co?! Mnie się taki podoba :)

I na powyższym zdjęciu widzicie też już bohatera dalszej części tej opowieści - BIEŻNICZEK ;) Nigdy nie byłam fanką bieżników, bo nie bardzo wiedziałam, jak tego użyć, ale teraz jakos tak od czasu do czasu... ;) A jak bieżniczek się u nas w ogóle znalazł? Ano przyszedł raz pewien człek miły i pyta: 'chcesz bieżnik?'. No, a co ja mogłam odpowiedzieć? Oczywiście, że chciałam. Okazało się jednak, że bieżniczek ma jakieś plamy. Nie zeszły one w praniu. Nie zeszły nawet po użyciu moich magicznych środków! Plamy niezbyt widoczne, ale ja wiedziałam, że one tam są! Wpadłam więc na pomysł, że je przykryję i że w tej sytuacji będę mogła się sprawdzić w końcu w tworzeniu aplikacji z filcu. Najpierw powstał projekt i rozplanowałam elementy tak, aby przykryły miejsca strategiczne ;) Potem zabawa z kolorami, koralikami. Super sprawa. A efekt końcowy z bliska jest taki:


I w ten oto sposób powstało jedno z moich ulubionych okryć naszego stołu ;) A powyższym postem nadrobiłam wreszcie wszelkie zaległości. Teraz już tylko świeżynki będą ;) Zapraszam zatem niebawem na nowe przygody z rękodziełem ;) Pozdrawiam Was ciepło. PA!





wtorek, 9 stycznia 2018

Kto ma małe dzieci wie, że teraz wybór zabawek przyprawia o zawrót głowy. Nie tylko ze względu na ilość, ale także ze względu na ceny ;) Z Mr. T. staramy się nie dać zwariować, ale czasem JA lubię kupić zabawki z grupy: 'fanaberie', czyli coś, bez czego da się żyć, ale lubię robić Małemu Człowiekowi przyjemność. Jak to mama ;) Czasem też kupuję coś - nawet droższą wersję - ze względu na to, że mi się to po prostu podoba, bo ma ciekawy wygląd (tu, tu, tu). Ale uwierzcie mi, że mimo wszystko Mały Człowiek w porównaniu do niektórych znanych mi dzieci ma MAŁO zabawek :)

W Święta również postanowiliśmy nie szaleć. Poprosiliśmy Mikołaje o przemyślane i skonsultowane prezenty, a sami zainwestowaliśmy w książki i grę planszową. Od Babci Zosi Mały Człowiek miał dostać zestaw małego doktora (dorosłych proszę o zachowanie minimum powagi - bez skojarzeń - to jest dziecko!! ;)). Ostatnio pilnie badał swoje maskotki, więc pomyślałam, że to dobry pomysł jest. W tym czasie Lidl oferował walizeczkę z 'wyposażeniem medycznym'. Jednak za coś ponad dwadzieścia złotych ich propozycja była marna. A w zabawkowym zwariowałam! Walizeczki, zestawy, takie i siakie. W końcu kupiłam coś niedrogiego, ale ważne, że był stetoskop i strzykawka ;) Pomyślałam, że zamiast tandetnej walizki uszyję mu torbę, a dodatki się dokula po syropkach, tic-tacach i takich tam ;) Oczywiście szycie torby utrudniłam sobie możliwie jak najbardziej się tylko dało ;) Ale po przydługim wstępie oszczędzę Wam już detali ;) A torba lekarska wygląda tak:


Super, co nie? ;) Pomysł krzyżyka pochodzi od Mr. T. Ma chłop łeb ;) Wnętrze uszyłam z czerwonego materiału w serduszka i udało mi się tylko ubłagać domową Lożę Szyderców, aby nie wspominał synowi, że to dziewczyński wzór, bo w przeciwnym razie będę z torbą z krzyżykiem po ziemniaki chodzić ;)

Torba miała mieć przegródkę, a że nie wyszło, jak chciałam, to ma kieszeń. Mr. T. podsumował: 'żeś się uparła na tę kieszeń' ;)


No i teges: torba jest, zestaw jest. Można się bawić ;)

Na koniec ogłoszenia parafialne ;) Nie wszyscy śledzą mojego fejsika, to powiem Wam, że Anioł uzbierał na razie 51zł dla WOŚP na Allegro. Gdyby ktoś chciał go mieć i dołożyć się do zbiórki, to aukcja jest >>TU<<. Zając za to powędrował do lokalnego MDK-u i będzie tu zbierał grosik do grosika na licytacji ;)

A teraz już dziękuję za uwagę :) Do napisania, PA! ;)




piątek, 5 stycznia 2018

Chyba w każdym domu jest jakaś rutyna dnia codziennego i nawet, kiedy pozornie, z boku wygląda to na chaos, to sami zainteresowani jakoś się w tym wszystkim odnajdują... Jako perfekcjonistka uwielbiam rutynę ;) No przecież, że zdarzają się odstępstwa, nieprzewidziane sytuacje i złośliwe czapki, które chowają się po rękawach płaszcza, ale na co dzień mój dzień wygląda tak...

7:10 dzwoni budzik. Pod warunkiem, że do tego czasu Mały Człowiek mnie nie obudzi, to ja budzę cały nasz świat. Mycie zębów, ubieranie. Do przedszkola mamy przez ulicę. A potem w sennym domu robię kawę i śniadanie, wypijam szklankę porannej wody i zasiadam przed komputerem na mój mały seans z blogami, pocztą, czasem wiadomościami ze świata zewnętrznego. Jestem zwierzęciem mało politycznym, więc zwykle wystarczają mi wiadomości w radiu, które cicho gra w tle. A potem zbieram i porządkuję drobiazgi dnia poprzedniego. A jeszcze potem coś uszyję, coś posklejam... I już trzeba iść po Małego Człowieka. Robi się głośno, śmiesznie, bajkowo i samochodowo. Są akcje ratunkowe i wycie policyjnych syren. I skaczemy do Despacito i Sofia. Kolacja, kąpiel, bajka i całuski-kluski. I znowu zapada cisza. Drobiazgi całego dnia układają się po kątach. Dobranoc?

Nie no. Jeszcze zaglądam w swoje internetowe kąty, na Wasze blogi. Czasem tez siedzę cały wieczór nad jakimś drobiazgiem, przy maszynie, przy igle i koralikach. Potem kilka stron w książce lub odcinek serialu. I dopiero wtedy dobranoc ;)

No i sami powiedzcie, czyż życie nie składa się z rzeczy małych, z tych drobiazgów i okruchów, które zbieramy, zgarniamy i lepimy jakoś w całość? ;)

Po tym osobistym i nieco sentymentalnym wstępie kilka drobiazgów z pracowni. Na początek: pamiętacie zwykłą poszewkę? Gnębiło mnie, że wszystkie poduszki mają to COŚ! A ta taka zwykła... No to dostała dwa pompony. Trochę mnie poniosło z ich wielkością i wygląda nieco absurdalnie ;) Ale za to inaczej i moim zdaniem fajniej:


I już trochę słońca w naszym domu ;) Kolejny drobiazg, to zakładka do książki, którą uszyłam na facebookowe wyzwanie Kasi z Klinika DIY i to jeszcze w październiku. Chodziła za mną taka zakładka, a wyzwanie mnie zmobilizowało! To usiadłam, rach-ciach i uszyłam. Z chwostem! ;) 


No i na koniec opaska, którą zrobiłam sobie z okazji Kiermaszu. Chciałam mieć na sobie coś swojego, w sensie wykonanego przeze mnie. Broszka odpadała, bo planowałam wzorzystą sukienkę i ozdoba by trochę zniknęła. Padło więc na opaskę. No i taka dziewczyneczka, taka stara - maleńka z kwiatami we włosach poszłam na ten Kiermasz ;)


I jeszcze na koniec, ale rzecz BARDZO WAŻNA: pamiętacie, jak wspominałam, że Anioł powstał 'w celu bardzo ważnym i ściśle określonym'? No więc Anioł powstał z myślą o wystawieniu go na aukcji na rzecz WOŚP. Od dawna chciałam w ten sposób wspomóc Orkiestrę, ale gapa-ja zawsze się spóźniłam, czy coś. Nieważne! Ważne, że w tym roku się udało i nawet jeśli miałby się sprzedać za cenę wywoławczą, to będzie to kolejne 10 zł na WAŻNY CEL! 

https://www.wosp.org.pl/final/26-final

No to jeszcze raz: aukcja jest >>TU<< Może ktoś z Was będzie chciał mieć swojego ANIOŁA? ;)

No i na dziś to koniec. Dziękuję Wam za niesamowicie pozytywne komentarze pod podsumowaniem roku i pod kolejnymi wpisami... I najcudowniejsze jest to, że jest Was co raz więcej! Zapraszam, zacieszam! :) Pozdrawiam, PA!





czwartek, 4 stycznia 2018

Pierwszy tydzień stycznia zbliża się ku końcowi. Plany, postanowienia, pomysły w głowie... W tym roku musi się udać! Muszą te moje małe marzenia się spełnić, bo inaczej rzucę wszystko w kąt! Tak więc niczym Alicja gonię za tym Zajączkiem, a Zajączek goni za Aniołem, a ten Anioł licho małe tylko kolorowe ptaki ma w głowie... ;)

Anioły już znacie - przedstawiać nie trzeba ;) Chłopaki, dziewczyny, a do tego jeszcze Wróżki ;) Tak więc Anioł w zimowej odsłonie, w barwach lodu i szaliku, w portkach w 'romby',  uśmiechnięty i rumiany. No! 


I ten kolorowy ptaszek, ptaszyna, co może przycupnąć na szarym zimowym płaszczu. Dodać koloru w bury dzień, a potem przywitać wiosnę, cieszyć się latem...


No i Zajączek, co to goni tę dwójkę. Pierwszy raz szyłam tego Przytulaka. Pewnie podobne widzieliście już gdzieś w świecie, ale ten - możecie wierzyć lub nie - jest całkiem mój. Narysowałam go w moim zeszycie z pomysłami i szyłam na oko. Jak zwykle - bez wykroju, tylko z wizją w głowie ;) Nie obyło się bez prucia i poprawek. Ale efekt końcowy: zadowalający ;)


I tak powstała ta trójka wesoła. W celu bardzo ważnym i ściśle określonym, ale o tym będzie za jakiś czas...

No a Zajączek nie mógł złapać Anioła i strzelił focha ;)


To na pocieszenie zgłaszam go na wyzwanie PRINTY - 'gwiazdki' do Art-Piaskownica :) Niech chłopak zobaczy trochę świata ;)

http://art-piaskownica.blogspot.com/2017/12/printy-gwiazdki-edycja-sponsorowana.html

Pozdrawiam, PA! :)





poniedziałek, 1 stycznia 2018

No i dzień dobry na wieczór w ten pierwszy dzień nowego roku :) Jak tam moi drodzy? Gotowi na kolejny rok życia? ;) Ja zrobiłam sobie kilka dni wolnego od rękodzieła - grudzień był wystarczająco intensywny ;) Za to mam już tyle planów i pomysłów, że HEJ! ;)

A dziś przychodzę do Was z zaległym wpisem. Bo w czasie, kiedy robiłam czapkę dla kolegi Bażeja, a nawet dwie czapki, bo pierwszą zgubił jakoś po tygodniu ;) postanowiłam, że wydziergam w końcu coś dla siebie, a dokładnie coś na szyję ;) Najpierw miał to być komin. Ale potem przypomniałam sobie, że zawsze marzył mi się taki długi, długaśny szalik, którym w razie mrozu obwiążę sobie szyję, głowę i jeszcze Małego Człowieka nim otulę ;) I jest. Wydziergany w chyba trzy wieczory...? Bo oczywiście było prucie: za szeroki, za wąski, może być ;) A Mr. T. brechtał, że szyję mam króciutką i co ja zrobię z tym całym szalikiem? Ale ja się nie poddałam ironii i wydziergałam, i dumna jestem! A oto on:


Ma dziwny kolor, który w zależności od światła jest w odcieniu marengo lub stalowym ;) Czyli jest szary-szary, albo fioletowy - szary :)  Powstał z trzech motków włóczki i ma 2,5 m długości, więc imaginujcie sobie mnie: 160 cm, kiedy stoję na palcach ;) i jak nie zamotam dobrze tego szalika, to mi się wiąże tak w okolicach kostek ;) Więc jak zobaczycie gdzieś małego ninja zamotanego szarym szalikiem i puszczającego do Was oko, to będę JA ;) I tylko panie zimy ni-ma ;)


No to na dziś tyle. Jeszcze raz życzę Wam najlepszego w tym nowym roku: dużo siły, zdrowia i pogody ducha. Nie dajcie się smutkom i niemiluchom ;) Do następnego, PA! :)





piątek, 29 grudnia 2017

Chyba już można? W sumie już za parę chwil cały świat zacznie odliczanie ostatnich sekund starego roku. Jakie macie plany? My jak stetryczałe małżeństwo mamy w planie piżamki, ja bamboszki. Do tego kocyk, film i lampka szampana o północy przy huku petard zza okna ;) Będzie git! :) 

No ale jeszcze zanim zacznę odliczanie, to chciałam troszkę podsumować. Może trochę się pochwalić, ale nie w sensie przechwałek, ale raczej poklepania się po ramieniu i pogratulowania sobie wytrwałości, nowych umiejętności, wykonanych projektów.

'BUT FIRST...!' ;) Coś w rodzaju statystyki. Najczęściej oglądanym drobiazgiem w tym roku był wiosenny koszyczek poczyniony z myślą o wielkanocnej święconce :)


To jest numer jeden, ale szczerze przyznam, że nie ON jest najważniejszy ;) Nie w sensie projektów, ale właśnie w sensie tych liczb. Bo najważniejsze jest to, że dzięki mojej pracy, dzięki godzinom spędzonym na edukacji i dzięki stosowaniu tych porad w praktyce BLOG ZACZĄŁ NAPRAWDĘ ŻYĆ! Odwiedzacie mnie - niektórzy z Was już regularnie. Cieszą mnie i stali i nowi Goście. Sami wiecie, jaki to miód na serce wiedzieć, że ktoś ogląda, może nawet czyta, a do tego zostawi kilka miłych słów... Dziękuję i proszę o więcej.

MOI ULUBIEŃCY?! W tym roku przeszłam samą siebie. Zarówno w ilości zrealizowanych projektów, poczynionych drobiazgów, jak i w podejmowaniu wyzwań. Patrząc na archiwum bloga w każdym miesiącu dumna jestem z każdego wpisu, każdego drobiazgu. Uwielbiam koszyk wielkanocny dla Małego Człowieka. Dumna jestem z moich tegorocznych tulipanów i gąsiora - pierwszego 'przytulaka', na którego wykrój przygotowałam SAMA! 


W tym roku zrobiłam również wiele drobiazgów, które na stałe zagościły w naszym domu, jak np. abażur do pokoju Małego Człowieka, uchwyty do mebli, czy skrzynia na poduszki i koce.


Powstało też wiele przytulaków, poszewek na poduszki z koszul i nie tylko, i zaczęłam szyć ANIOŁY!


A kiedy Mały Człowiek poszedł do przedszkola z workiem na kapcioszki i nową torbą na ubranka, to dopiero zaczęło się szaleństwo z nadmiaru czasu ;) Ha, Ha! Taki żarcik, bo Człowieczek więcej chorował niż był Przedszkolakiem, więc różnie to bywało. Niemniej wymyślałam różne 'cuda wianki' i powstały między innymi kartki okolicznościowe szyte na maszynie


Bardzo dumna jestem też z wyzwania 'mandolina', o którym możecie poczytać TU, a także z moich szydełkowych poczynań.

No i tak właściwie 'minął mi ten czas, okres'. Ostatnie dwa miesiące kręciły się wokół świątecznych drobiazgów na Kiermasz, ale to już zapraszam ciekawych do archiwum - żeby nie nudzić i nie przedłużać. W każdym razie czasem czas zdawał się być z gumy, abym mogła ze wszystkim zdążyć, wyrobić się. Są projekty, które pozostały niedokończone, ale nie dziś, to jutro ;)

BYWA SIĘ! 'Żeby poznali Ciebie musisz Ty poznać Ich.' Tak w skrócie brzmi jedna z porad dla początkujących blogerów. Tak więc brałam udział w wyzwaniach, zaczęłam odwiedzać aktywnie inne blogi i 'fanpejdże' ;) Aktywnie, to znaczy: czytałam i KOMENTOWAŁAM ;) Przestałam się bać krytyki i odrzucenia. Byłam sobą. Nie wszystkim to odpowiadało i z wielu miejsc nie miałam i nie mam żadnego odzewu - nawet odpowiedzi na komentarze ;) Ale to nic. Przecież nie o to chodzi, żeby wszyscy mnie uwielbiali i na rękach nosili ;) Ale z wieloma z Was nawiązałam bardzo miły kontakt. Chciałabym wymienić i wirtualnie wyściskać Was wszystkie, ale byłaby to dłuuuuga lista ;) A nikogo nie chce pominąć lub przesadnie wyróżnić, bo jesteście naprawdę WYJĄTKOWE!!

No i to będzie wszystko, co chciałam Wam dziś napisać. Chciałam też życzyć nam wszystkim w Nowym Roku, żebyśmy byli szczęśliwi, żebyśmy mieli same pozytywne chwile, emocje, zdarzenia, żebyśmy byli kreatywni, twórczy i pełni energii! I po cichu, szeptem życzę nam wszystkim spełnienia marzeń!

Do zobaczenia już wkrótce :) Pozdrawiam, PA!


piątek, 22 grudnia 2017

Dziś ostatni wpis przed Świętami. Nieco spóźniony może nawet, bo wszędzie już świetliste zdjęcia ze świątecznych kątów domowych. Wpisy pachnące piernikami i pomarańczami. A ja jakoś w tym roku chyba poddałam się modzie na 'slow'... Żartuję, bo sami widzieliście, ile się działo! Jednak jakoś przez to, że choinka 'robi robotę' inne dekoracje nie były już tak ważne.

Udało mi się jednak zrobić gwiazdki z zimnej porcelany. I powiem Wam, że albo zrobiłam coś źle, albo żadna rewelacja z tej porcelany. Niby bielutka, niby gładziutka, ale moim zdaniem droższa niż masa solna (chodzi o dodawanie oliwki/balsamu - zależy od przepisu) i trudniej się ją wyrabia. Niewątpliwą jej zaletą jest też to, że schnie na powietrzu. W sensie, że nie trzeba jej piec. Ale powiedzcie mi, co zrobić, żeby - i jedna, i druga - nie wyginała się w trakcie suszenia? No dobra: zimna porcelana ma więcej plusów niż masa solna, ale chyba z tego wszystkiego wybieram glinę samoutwardzalną ;) Lub ewentualnie masę solną. Ha, ha. A teraz już zobaczcie, co powstało z tych zimno porcelanowych gwiazdek plus inne takie:


Od dawna już wiedziałam, że w tym roku w kuchni będą gwiazdki wiszące z gałązki. Okazało się, że to jakiś tegoroczny trend i ludzie mają dużo ładniejsze kompozycje, ale mnie moja BARDZO się PODOBA :) 

No a w salonie nasza królowa! Niewielka - wzrostu Małego Człowieka. Ubrana w to, co nam w ręce wpadło plus dwa łańcuchy autorstwa naszej rodzinki. Tak, tak. Mr. T. z dużą dawką ironii (nie mylić z aronią) również wziął udział w robieniu łańcucha ze słomek i kokardek. Wyczes!


I jeszcze bukiecik jemioły. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale jakoś lubię tego pasożyta i na Święta choć gałązeczka w domu musi być. W zeszłym roku chyba nie było - niestety. Za to w tym roku mamy pokaźny bukiet :)

A teraz korzystając z okazji, że tu jestem, że mnie odwiedziliście, że czytacie, bywacie, chciałam Wam wszystkim życzyć WESOŁYCH ŚWIĄT! Niech to będą WASZE Święta, spędzone tak, jak lubicie, w Waszym rytmie, w Waszym Stylu. I nie dajcie sobie wmówić, że powinniście inaczej... A w Nowym Roku życzę NAM WSZYSTKIM samych pozytywnych chwil, wydarzeń, emocji, uczuć...

Do zobaczenia. PA!




Najczęściej odwiedzane