piątek, 27 października 2017

Jestem totalnie zdewastowana! Nie! Nie chodzi o gila i brak głosu. To jakoś przeżyję ;) Ale wściekam się, bo ciągle coś i dupa jestem a nie fotograf - to już zresztą podkreślałam wiele razy. I ja już nie wiem, jak tego aparatu używać! Telefonem lepiej zdjęcia mi wychodzą, więc chyba czas przestać udawać i się oszukiwać, i robić mądry dzióbek, kiedy mowa o fotografii! Nie umiem i chyba już nigdy się nie nauczę!

Po tym lamentująco - kajającym siebie wstępie wyjaśniam. Padły mi akumulatory do lampy błyskowej. Już jakoś ogarniałam system zewnętrzna lampa + moje domowe studio. No nie najgorsze te zdjęcia ostatnio wychodziły. Może dupy nie urywało, ale przynajmniej były ostre i było na nich widać to, co chciałam Wam pokazać! Padły i nie powstały, mimo że uprzejmie podłączyłam je do ładowarki. No nic. Przecież jest jeszcze lampa wbudowana i triki z odbijaniem światła. Tak! Tylko trzeba jeszcze umić i wiedzieć, jak to robić, żeby przy tym ostrość nie uciekała w siną dal... Tak więc jedyne, co mi się udało odbić to własną dłoń na moim czole ;) Zresztą w przypadku tych dwóch drobiazgów zawiodło PO PROSTU WSZYSTKO!! A drobiazgi już poszły w świat, tak więc nie da się już nic poprawić. Dziś zatem uraczę Was fotkami z efektami programów graficznych - żeby to w ogóle dało się oglądać!


To może jeszcze dwa słowa, co to w ogóle jest i dlaczego powstało. Tak, tak! Wiem, że widać, że to chmurka. Chodzi o to, że ambitnie chciałam zrobić dobry uczynek i wziąć udział w akcji Szyjemy dla dzieciaków z oddziałów szpitalnych. Panie tam szyją zabawki i inne drobiazgi na setki, i odliczają niezbędne materiały na kilometry, więc ja ze swoim skromnym pomysłem długo się wahałam, ale stwierdziłam, że w końcu nie liczy się ilość tylko sam gest. Tak więc wykonałam gest i zakupiłam tkaninę: czerwoną w białe serduszka. Z tkaniny miały powstać woreczki na te wszystkie szpitalne kabelki (więcej możecie poczytać na fanpage grupy). W planie były też jakieś przytulaki. Oczywiście tkaninę trza wyprać. No to wyprałam. A po praniu okazało się, że się odbarwiła na zgięciach i wygląda jakby była używana, jakaś taka ściorana i w ogóle DO BANI! Nie! Nie wrzuciłam jej na 90 st., ani nawet na 60! Ale nigdy więcej nie kupię już w tym sklepiku żadnej tkaniny (nie napisze nazwy publicznie tylko przez wrodzoną grzeczność, ale nie tylko jakość tkanin, ale też ich podejście do klienta zostawia sporo do życzenia). 

Zmierzając do końca tej historii: pomiędzy odbarwieniami wycięłam tyle ile się dało. Zniechęciłam się zupełnie i miałam wysłać tylko te woreczki, ale potem odezwała się moja uparta natura, kopnęła mnie w ten zrezygnowany zadek i wtedy ruszyłam swoje zapasy, notes z pomysłami i powstała powyższa Chmurka z girkami :) Chyba to widać na zdjęciu, ale dla pewności: girki nie są niczym wypchane. Tylko te białe stopki mają w środku trochę zwiniętej w kłębek ociepliny ;)

I powstała też Mysza:


Ulżyło mi jakoś po uszyciu Chmurki, że całkiem słitaśna wyszła i przy Myszce poszalałam z kawałkami. Chciałam, żeby była kolorowa i wesoła :) Jej łapek też nie wypychałam - dzieciaki będą mogły je sobie wiązać, czy coś ;) 

Taka trochę skromna ta moja paczka wyszła, ale jestem z siebie dumna :) Nie był to jakiś punkt na mojej liście 'to do'. Nie jaram się, że 'heloł, POMOGŁAM!' Ale tak jakoś od dawna planowałam, chciałam dołożyć swój mały, choćby najmniejszy drobiazg do tej akcji...





0 komentarze:

Prześlij komentarz

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane