czwartek, 1 czerwca 2017

no i jak tam Wam minął Dzień Dzieciaka? ;) ja się śmieję, że świętowaliśmy przez cały tydzień, bo a to Mały Człowiek dostał coś od sąsiada, a to naciągnął mnie na jakiś drobiazg. teraz tylko chwali się i wymienia całą listę prezentów, jakie zgarnął przez ostanie dni ;)

jednym z nich, który wręczył mu Mr. T. (coś musi być z rąk Taty skoro cały czas to Mama daje i kupuje) był MIŚ. miś, który powstał ze swetra i jest jedyny i niepowtarzalny!... bo więcej z takiego swetra szyć nie będę!!! :)

jakiś czas temu kupiłam w ciucholu gruby sweter w odcieniu ciemnej czekolady. miały być z niego poduszki do sypialni, ale oczywiście po drodze koncepcja się zmieniła i uznałam, że świetnie się ten brąz będzie prezentował na kuchennym pele-mele. już wtedy zaniepokoiły mnie jego właściwości, ale dałam się jeszcze na chwilę zwieść i oczarować jego miękkim splotom ;) na pele mele poszły plecki, więc przód miał iść na poduszkę, a rękawy na maskotkę. HA! tak, tak! miał powstać miś kieszonkowy i to wcale nie taki bardzo mały, bo sweter był w naprawdę duuuużym rozmiarze. niestety kieszonkowy miś wyprowadził mnie z równowagi (super wyszedł mu tylko pyszczek) i już miałam wywalić resztę do kosza, ale jeszcze...! bo przecież szkoda takiego dobrego swetra!

to teraz w końcu powiem, o co chodzi z tymi niepokojącymi właściwościami. nie wiem, czy zdjęcie to oddaje, ale sweter był wykonany dość grubym splotem z włóczki, która daje efekt weluru. był gruby i się kruszył przy wycinaniu. tak: kruszył się. nie pruł, ale KRUSZYŁ! wszędzie było pełno małych, brązowych paproszków! ciężko się to szyło ręcznie. maszyna? ledwo dała radę! dlatego wersja kieszonkowa nie wyszła ;) ale duży miś to już inna bajka ;)

na początku zastanawiałam się, czy zrobić go w formie samej głowy, czy takiego śmiesznego w całości. no i poszła wyliczanka i rzut monetą, i padło na miśka w całej okazałości ;) żeby mieć jak najmniej wielowarstwowego szycia tego swetra uszy powstały z połączenia z filcem, łapki nie zostały niczym wypchane, a przednie / górne ;) przyszyłam za pomocą guzików. pysk i brzuszek z jasnego filcu naszyłam maszynowo, a resztę detali ręcznie.

zszywanie całości też było ciekawe. jak wspomniałam powyżej: maszyna nie była zadowolona, ale jak skończyłam, to ja byłam BARDZO ZADOWOLONA ;)


no i teraz sobie siedzą chłopaki. Mały Człowiek stwierdził, że 'miś w portkach trochę się boi tego nowego, bo taki duziy jest' ;) 

podsumowując: zadanie nie było łatwe. o mały włos i bym się poddała, ale udało się. ze swetra powstał super miś! ;) 

dziękuję wszystkim Zaglądaczom za odwiedziny i miłe słowa w komentarzach :) bardzo mnie cieszy każdy jeden! pozdrawiam wszystkich, PA!





6 komentarzy:

  1. Rewelacyjny, w życiu bym się nie domyśliła że misiek jest z recyklingu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba zapamiętam ten sweter do końca życia ;) dziękuję za miłe słowa. Miłego weekendu :)

      Usuń
  2. bardzo lubię takie projekty i recykling:)
    misio jest przesłodki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) jak widać mnie szkoda wyrzucić 'dobry materiał' pozdrawiam

      Usuń

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane