piątek, 10 lutego 2017

przedmowa

ten wpis będzie zawierał zapowiadane elementy osobiste. ale spoko – na początek postaram się przynudzać tylko trochę. będzie też tak-jakby ‘wnętrzarsko’. zatem UWAGA! profesjonalnych blogerów wnętrzarskich, którzy zwiedzeni wyszukiwarką Google TU trafili proszę o uruchomienie najgłębszych pokładów wyrozumiałości albo o opuszczenie bloga – nie chce mieć Was na sumieniu.
 
po przedmowie – wstęp, czyli akcent osobisty.

na swoje usprawiedliwienie mam wiele argumentów. ktoś powie, że fakt zamieszkiwania lokum wynajętego nie jest przeszkodą, żeby mieszkać ładnie, ale jeśli dodać do tego Mr. T., któremu mało co się podoba, a poza tym woli zaoszczędzić na wyposażenie naszego własnego M/domu/wozu Drzymały, którego dorobimy się po tym, jak już nas robaczki zaczną podgryzać (wiem - czarny humor, ale i taka rzeczywistość ;)), to już JEST ARGUMENT. kolejnym argumentem jest fakt, że obecne mieszkanie, które zajmujemy od rekordowych dwóch lat jest siódmym - nie licząc krótkich postojów na przeczekanie u krewnych i znajomych tudzież w domach rodzinnych. i podczas każdej przeprowadzki okazywało się, że a to czegoś brakuje, a to coś się uszkodziło / zużyło i trzeba zainwestować. najdroższe były ostatnie dwie przeprowadzki: poprzednia, kiedy podczas wspomnianego postoju u rodziny zalało nam rzeczy, a do tego musieliśmy kupić między innymi kanapę oraz nowe łoże małżeńskie i ostatnia pamiętna przeprowadzka, kiedy mój mąż rozbił nasz giga telewizor plazmowy.  tak więc w tej sytuacji chyba sami rozumiecie: wpisuję się w nurt nazywany przez wnętrzarskich profesjonalistów: 'typowy Polak'. czyli mamy w naszym M głównie to, co tanie, praktyczne i akurat dostępne w lokalnym sklepie meblowym. nie jest jednak z nami aż tak źle, bo jeszcze nikt nie umarł z powodu szoku estetycznego wchodząc do naszego mieszkania, mało tego: są osoby, które mówią, że u nas ładnie. naiwnie wierzę, że jest to prawda choć w połowie. ale dobra. koniec tego tłumaczenia się. staram się, żeby było w miarę czysto, w miarę schludnie i po naszemu. majstruję dodatki, układam poduchy i żyjemy.

muszę się przyznać do jeszcze jednej rzeczy, a potem już będzie do rzeczy. mianowicie: uwielbiam oglądać programy, strony, blogi wnętrzarskie, pasjami oglądam zdjęcia wnętrz, ale sama nie umiem... nie umiem połączyć tego, co mi się podoba w jedną zgrabną całość. pozytywem jest jednak to, że mimo wszystko BARDZO DOBRZE czuję się w naszym obecnym M, w każdym pokoju! i z trwogą myślę, że istnieje jeszcze możliwość kolejnej przeprowadzki... mam tylko nadzieję, że ta będzie już ostatnia...

po tym przydługim wstępie przechodzę do rzeczy. od jakiegoś czasu męczyłam Mr. T., że czas zamienić krzesełka turystyczne, które służyły za dodatkowe miejsce do siedzenia na coś bardziej domowego. Mr.T. powoli skłaniał się ku temu, zwłaszcza po tym, kiedy jedno z krzesełek się rozsypało. Mr. T. jednak chciał coś masywnego, ale przy gabarytach pokoju postukałam się tylko w czoło. i wtedy wpadł mi w oko ON: fotel KAPPEL w Jysk. mhm! idealnie 'lekki' do już dość mocno umeblowanego pokoju, wygodny - sprawdziłam własnym tyłkiem i wpisujący się w kolorystykę już posiadanych mebli.
stawiam, że jest on inspirowany krzesłem DSW. zapewne zarzucona mi zostanie profanacja klasyków, ignorancja dla wzornictwa i takie tam (kiedyś trafiłam na takie zarzuty na blogu dość chyba sfrustrowanej pani od wnętrzarskiego designu). ale co zrobię? podoba mi się i mieści się w naszym salonie (szumna nazwa). proszę nie oceniać dywanu. już jakiś czas temu wydałam na niego wyrok, a dziś Mr. T. mnie zaskoczył potwierdzając moją niechęć do szarej plamy. i to bez przekazów podprogowych ;) tak więc od dziś dywanowy ideał poszukiwany, a póki co zachwycam się moim nowym meblem.
no to na dziś będzie tyle tych osobistości ;) zwierzenia, fotele, dywany... wystarczy :) dziękuję wszystkim za wizytę, wyrozumiałość i błagam - jeśli ktoś ma chęć skomentować - potraktujcie mnie łagodnie ;) do następnego... PA!





2 komentarze:

  1. Piękne krzesło, brałabym bez namysłu. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. och! prawda, że piękne? dziękuję :) ja też chciałam wziąć bez namysłu, ale Mr.T. się musiał namyśleć ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane