wtorek, 25 października 2016

skończyłam! jupi-jej!! ale mam radochę. tak długo odkładałam ten pomysł, ten projekt, że powoli przestałam w niego wierzyć, o nim pamiętać. ale lista 'rzeczy do zrobienia' nie kłamie! od miesięcy przepisywałam punkt o treści: 'firanka do kuchni'. i jakoś tak ostatnio mnie ta melancholia zmobilizowała i postanowiłam, że dłużej nie mogę tego odkładać! i tak oto się wzięłam. i jakoś tak przez cały weekend, po troszeczku, żeby na głowę nie dostać, szyłam. 

po tym emocjonującym wstępie napiszę, o co właściwie chodzi. bo ja zakochana jestem w szydełkowych zazdrostkach, a jeszcze lepiej jeśli szydełko tudzież wersja dla niekumatych w szydełku (czytaj: dla mnie) bawełniana koronka połączona jest z naturalnym lnem lub płótnem bawełnianym. i wszystko jasne ;) jak wspomniałam z szydełkiem u mnie średnio, a postronnych trochę mi głupio angażować w moje firany. dlatego ta wersja ODPADŁA. wersja z płótnem niestety RÓWNIEŻ odpada, bo kuchnia i tak jest z leksza ciemna, więc zabierający światło materiał na pół okna? nie-e! (chociaż tego pomysłu nie porzucam tak totalnie i na amen ;), bo już kiedyś miałam podobne cudo - fragment widoczny po lewej od gruszek i jest to jeden z moich ulubionych pomysłów). tak więc już wiecie, czego nie będzie ;) wpadłam za to na pomysł, by wykorzystać inne gotowe elementy. SZYDEŁKOWE SERWETKI, które przywlekłam skądś w spadku. i tak to wygląda:
zazdrostka w dzień tworzy delikatną mgiełkę. serwetki RĘCZNIE naszywałam na kawałek tiulu, a dokładniej moskitiery ;) masakra! z jednej strony chciałam to jak najszybciej skończyć. z drugiej strony miałam ochotę to rzucić w kąt!! na zdjęciach tego nie widać, ale u góry jest wąziutki kanalik z białego płótna bawełnianego. WIEM! zielony zegarek bije po oczach i nie pasuje do niczego, ale mam do niego sentyment i pewnie póki działa lub Mały Człowiek go nie przechwyci będzie tak sobie stał ;)
wieczorem na tle ciemnego okna lepiej widać urok tego drobiazgu. nie wiem, ile wytrzyma ta zazdrostka? jest to dość delikatna 'konstrukcja', ale jestem nią zachwycona. Mały Człowiek podsumował, że 'ładna ta sukieneczka w kuchni', a Mr. T. dyplomatycznie, jak zwykle: 'ładna. taka na teraz, bo wygląda jak z płatkami śniegu'.

no i tak. znowu się udało. jestem z siebie tym bardziej dumna, że to taki dość pracochłonny projekt, odkładany od tak długiego czasu, a tu naszła mnie pełna mobilizacja i w jeden weekend pitolnęłam sobie zazdrostkę ;)

2 komentarze:

  1. Kobieto super pomysł miałaś. I dużo pracy włozyłaś w przymocowanie serwet. Może kiedyś ten pomysł odgapię. Tak myślę, co bym tu zmieniła- zachodzące serwetki na siebie to by zagęściły i zaciemniły. Może mniejsze elementy? ale to tak na szybko myślę. Wielu takich fajnych pomysłów ci życzę-pa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, dziękuję :) Twoje pomysły są super, ale po pierwsze wykorzystałam to, co miałam, a miałam tylko takie serwetki, a po drugie chciałam coś lekkiego, delikatnego, bo jak wspominałam we wpisie mam dość ciemno w kuchni. ale na pewno nie jest to ostatnia zazdrostka w moim wykonaniu, tak więc... :) pozdrawiam!

      Usuń

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane