poniedziałek, 13 czerwca 2016

Dziś będzie trochę osobiście, trochę o Żyrafie ;) Czasem wypada napisać coś o sobie ;) A wykorzystam do tego okazję, jaką jest wpis o naszym balkonie :)

Bo mam takie marzenie. Dom z ogródkiem. Od kiedy pamiętam marzę o domu z ogródkiem. Może to dlatego, że wychowałam się w domu z ogródkiem. Jestem dzieckiem z bloków, ale moi Dziadkowie posiadają takowy i spędzałam tam bardzo duuużo swojego czasu. Kiedy byłyśmy dzieciakami - ja i Sis - było to miejsce niemal magiczne: pełne kwiatów i zapachów. Była szklarnia z pomidorami i zagonek z marchewką. Były znienawidzone przez nas krzaki czarnej porzeczki i ogromny orzech włoski, na którym spędzałyśmy całe dnie! Była stara wanna z wodą, która służyła latem za basen i stosy starych cegieł, na których był nasz dom, nasza kryjówka, zdobywane przez nas szczyty. Wbrew temu, co może sie wydawać po opisie gród nie jest jakiś wybitnie duży, ale dla nas to były hektary. Teraz patrzę na niego i zastanawiam się, gdzie to wszystko się mieściło i jeszcze do tego my dwie: moja Siostra z nosem w książce i ja z moim dziecinnym gospodarstwem domowym ;)

Teraz pozostaje mi marzyć, że kiedyś będę miała dom z ogródkiem. Z konwaliami, bzem i jaśminem, z pomidorami dojrzewającymi na słońcu i jabłkami z robalami ;) I choć jestem fatalnym ogrodnikiem - nawet kaktusa ususzę ;) - to lubię siedzieć w ogrodzie i pracować w ogrodzie i wszystko w ogrodzie ;) Się zrobiło sentymentalnie...

A póki co mam balkon, na którym eksperymentuję z roślinami ;) W zeszłym roku miałam goździki - padły bidulki :/ Miałam lawendę. Też nie przeżyła. W tym roku postawiłam więc na 'nieśmiertelne' pelargonie. Na wiosnę były też stokrotki, ale je mszyce zeżarły. Nie mogę niczym pryskać, bo Mały Człowiek mimo próśb bawi się czasem w Małego Ogrodnika i podskubuje kwiatki. Tak więc stokrotki poszły w kosz ;) Zostały pelargonie przeróżne, surfinia i rachityczny pachnący groszek, który wysiałam na wiosnę (mam jednak pewne obawy, że nie pożyje już długo ;)).
Jak widać 'półki' powstały ze skrzynek po owocach, które dostałam za ładny uśmiech w marketach. W sumie nie trzeba się specjalnie uśmiechać, bo oni to i tak na śmietnik wyrzucają, ale...! ;) Na podłodze mamy wykładzinę dywanową. Możemy sobie pozwolić na taki luksus, bo mamy balkon typu loggia, a do tego balkon powyżej jest wysunięty, więc tylko w przypadku deszczy poziomego (co też się przecież zdarza) mamy mokro na balkonie. Proszę nie krytykować żółtego plastiku pomiędzy szczebelkami. Miał być zmieniony, ale Mr. T. popukał się w czoło. Póki co zostawiłam, ale mam już wobec niego pewne plany ;) Ktoś pyta o zasłonkę? Jest ona tymczasowa. Zamontowałam ją na starym mechanizmie suszarki sufitowej. Wymieniłam sznurki i kijek. Teraz mamy bambusowy. Zasłonka jest tymczasowa na wypadek upałów, bo mimo drzew pod balkonem w upały bywa u nas nieznośnie. No! I tak mi się ten mój balkon podoba, że nawet Mr. T. pytał, czy mi tam nie pościelić ;) Niby nic. Żadnych siedzisk z palety, stolików i skrzynek. Ale uwielbiam mój balkon i zdania nie zmienię! :) 




 


2 komentarze:

  1. ładny macie ten balkon i do tego z ładnym widokiem, bo drzewka widzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :D Tak, mamy pod balkonem szeroki trawnik z drzewami. Jest więc fajnie, zielono :)

      Usuń

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane