czwartek, 9 czerwca 2016


Ostatnio przekonałam się, jak często pracodawcy mylą lojalność pracownika z poddaństwem osobistym. Uwaga! Przypomnę, że mimo wszystko system feudalny nie obowiązuje w Polsce już kilka ładnych lat!

Do rzeczy. Wyobraźmy sobie PRACOWNIKA i PRACODAWCĘ. Pracodawca zatrudnia Pracownika i przedstawia mu jego obowiązki i inne warunki pracy. Pracownik się zgadza i rzetelnie pracuje. Jest uczciwy, nie spóźnia się, dobrze wykonuje swoje obowiązki. Pracodawca więc zaczyna wymagać więcej. Niby nie zobowiązująco, niby ot tak! A Pracownik? No cóż: pracuje, zależy mu na rozwoju osobistym (sobie w CV będzie mógł wpisać) i nawet na poprawnym funkcjonowaniu firmy (!), więc przystaje na nowe wymagania licząc na stosowne uznanie. Przydałoby się finansowe - w końcu obowiązków jest więcej, a lojalny pracownik dobrze je wykonuje... Często oczekiwanie uznania pozostaje w sferze marzeń, ale dobra! Trudno! Może następnym razem. I Pracodawca poklepie Pracownika po ramieniu. Byle nie za dużo i nie za często - żeby nie rozdziadować!! Pojawiają się nowe wymagania, a pracownik jest lojalny i dalej pracuje dla swojego Pracodawcy i jego firmy. I wszystko jest dobrze, i tak sobie bulgocze we własnym sosie do czasu... Do czasu, aż Pracownik się zbuntuje, upomni lub - nie daj Boże! - z różnych powodów odchodzi z firmy swojego Pracodawcy.

I się zaczyna. Okazuje się, że Pracownik to w sumie nie był aż tak dobry, ani tak bardzo potrzebny i niech sobie idzie na cztery wiatry! Niech sobie nie myśli, że szkoda, że trudno go będzie zastąpić! Chętnych są setki, tysiące na jego miejsce! Niech się wypcha i foch! I co?! Jeszcze czegoś się domaga?! Podwyżki? Jakieś dokumenty, zaświadczenia, oświadczenia!? A niech sobie poczeka! Co mi niby zrobi? On to sobie może! Ja tu jestem szefem! Ja tu rządzę! No!

Czy to nie bzdura? Czy my - Pracownicy - mamy pokornie giąć plecy przed Panem Pracodawcą?! Pozostać niewolnikami w firmie Pracodawcy do końca swych dni? Czy nie mamy prawa do zmian, do prywatnego życia, do zawirowań w tym życiu, które nie zawsze są od nas zależne? Czy nie mamy prawa rozwijać się zawodowo? I skąd ta pewność, że te setki gotowych do pracy będzie równie dobrych?! Że równie dobrze i lojalnie będą pracować w firmie, wykonywać swoje obowiązki, dbać o wizerunek i rozwój firmy? Czy już zawsze i do końca świata pracownik będzie stawiany na tej pozycji niższej, dużo poniżej szefa!?

A może wreszcie zmienić przysłowie "szanuj szefa swego - możesz mieć gorszego" na "szanuj PRACOWNIKA swego - możesz mieć gorszego"? Pierś do przodu, głowa do góry! No! ;)



PS: i wcale nie mówię tu o korporacji...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane