poniedziałek, 16 maja 2016

W końcu przyszła do nas wiosna, a do tego niedługo Dzień Dziecka, więc czas na pojazdy przeróżne do szaleństw na dworze. Dziś opis, test rowerka Elegance firmy Mrowiec Toys.

Na początek kilka słów wprowadzenia. Rowerek był z nami około roku. Chcieliśmy kupić Małemu Człowiekowi jakiś jeździk: ciężarówę czy coś. Niestety okazało się, że jakość nie idzie z ceną w parze, więc zakup się przedłużał. Dodatkowo, kiedy już się zdecydowaliśmy, to dostaliśmy 'po łapkach'. Zakup, a raczej sprzedawca nas zniechęcił. Ciężarówka dotarła niekompletna i uszkodzona, a obsługa sklepu próbowała nam wmówić, że to nasza wina, no w najlepszym wypadku może kuriera... Skończyło się na szczęście na zwrocie towaru i gotówki, ale jakoś nam się odechciało. 

Potem zauważyłam, że jednak Mały Człowiek tęskni za jakimś swoim pojazdem. Siadał na tych większych samochodach, co często kończyło się wypadkiem - upadkiem. Wymyśliłam więc rowerek. Miał być mały i lekki, żeby Mały Człowiek mógł nim jeździć po domu i na spacerze. Nie chciałam tych wielofunkcyjnych pojazdów, które są trochę, jak karykatura pojazdu Bonda. Te wszystkie rowerkowe misie z baldachimami wydają mi się nieco tandetne. Chciałam coś w miarę zwykłego, z jakimś pojemnikiem na drobiazgi Małego Człowieka i takiego, żeby nie wyrósł z tego po miesiącu. Żeby to wyglądało jak zabawka, a nie pojazd kosmiczny. I tak po długich poszukiwaniach wybór padł na rowerek firmy Mrowiec Toys. Zakupu dokonałam na Allegro. Opis był obiecujący. Sprzedający zapewniał, że siodełko jest regulowane od wysokości 30 cm. Rowerek miał być lekki, kolorowy i stabilny, a uchwyt dla rodzica pomocny w nauce jazdy. To tyle od sprzedawcy, a teraz ja.
Rowerek faktycznie jest lekki i ogólnie prezentuje się bardzo ładnie. Żywe, jasne kolory (można wybrać jeden z trzech, czy czterech wariantów kolorystycznych), duże koła, kubełek przy kierownicy.

Niestety od razu okazało się, że siedzonko jest za wysoko. Mały Człowiek nie sięgał nóżkami ani do podłogi, ani do pedałów na tyle, żeby je docisnąć. Rowerek niby wyposażony jest w podnóżek. Niestety jest on w złym miejscu: znajduje się praktycznie pod siedziskiem. Powinien być nieco bliżej kierownicy, a tak dziecko musi trzymać nóżki zgięte ku tyłowi, co nie jest zbyt wygodne. Na szczęście można go zdemontować, a Mały Człowiek trzymał po prostu nóżki na pedałach.
Kolejnym nie do końca trafionym pomysłem jest prowadnik dla rodzica, czyli ten taki długi kijaszek. Nie spełnia swojej roli. Rurka wkładana jest po prostu w otwór, co pozwala jedynie na pchanie rowerka, ale nie ma się nad nim żadnej kontroli. Nie da się w ten sposób kontrolować kierunku jazdy. Dopóki więc dziecko samo nie załapie funkcji skręcania nie ma sensu wyjeżdżać nim na ulicę.

Kubełek na drobiazgi jest super pomysłem. Tu odrobinę za mały... Niby głęboki, ale dość wąski, więc w praktyce niewiele się w nim mieści. Nie oczekiwałam trzydziestolitrowego wiadra, ale... Kubełek można w każdej chwili zdemontować, a po usunięciu prowadnika można go zamontować z tyłu. Wiąże się to jednak z tym, że w kierownicy zostaje nam dziura ;)
Siedzonko jest szerokie i wygląda na wygodne. Przypomina siedzenie z traktora ;) Jest tak wyprofilowane, że dziecko się na nim nie ślizga. Faktycznie jego wysokość jest regulowana, ale my do tej pory jeszcze nie doszliśmy do poziomu drugiego ;)
Wysokość kierownicy również można regulować, ale do tego etapu też jeszcze nie dotarliśmy ;)
I na koniec koła. Faktycznie duże, ale rowerek nie jest przez to bardziej stabilny. Wręcz przeciwnie: jest dość wywrotny i jak dziecko się za bardzo kręci na boki, to może się przewrócić, co Małemu Człowiekowi już się zdarzyło. Nie wiem, czy to wina wagi rowerka? A może wszystkie po prostu tak mają? Poza tym koła właściwie opierają się na dwu centymetrowym pasku okalającym, który ma niby spełniać funkcję antypoślizgową. Lepiej by chyba było, gdyby pasek ten był z gumy... A tak mamy koła całe z plastiku, puste w środku przez co na chodnikach straszliwie hałasują ;)
I jeszcze cena: ok 80 zł. Dużo - niedużo. Wychodzi na to, że rowerek zdecydowanie nie nadaje się dla takich maluchów, jakim jest Mały Człowiek. Nie wiem jednak, dla kogo jest przeznaczony, bo rowerek właśnie zakończył swój żywot: okazało się, że 13 kg Małego Człowieka to dla niego za dużo i tylne koła - mówiąc najprościej - się zużyły. Gdybym wiedziała to, co teraz wiem, raczej nie kupiłabym go, bo okazał się za duży. Ale już się stało. Pewnie to wina sprzedawcy, który opisał go jako mały rowerek. Ale drobne wady konstrukcyjne też mają wpływ na moją opinię.

Na szczęście Mały Człowiek lubił swój "motor". Nie dostrzegał wad, które widziałam ja. I po prostu wykorzystał go do maksimum ;)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane