wtorek, 15 grudnia 2015

No to pierwszy w mojej karierze Kiermasz Świąteczny zakończony :) Nie byłam na nim przez cały czas ze względu na Małego Człowieka, ale byłam, a jak nie byłam to Babcia Zosia była :)

A z Kiermaszem wszystko od początku było na wariata. Kiedy się dowiedziałam o terminie był początek listopada. Miałam przysiąść i szyć, szyć, szyć. Ale po drodze wypadło zlecenie ze stroną internetową. No i jeszcze jakoś tak nie bardzo wiedziałam jak to ogarnąć z Małym Człowiekiem, bo Mr. T. pracuje teraz 7 dni w tygodniu. No i zrezygnowałam. Ale potem Babcia Zosia się dowiedziała i zdecydowała, że ona w takim razie pójdzie ze swoimi szydełkowymi cudownościami. I że skoro i tak będzie tam stać, to żebym jej dała to, co mam...
No i już. I postanowione. Więc się wzięłam, bo sobie pomyślałam, że trzy kompleciki to trochę mało... I w ten sposób powstało jeszcze 13 prostych serduszek z kolorowymi wstążeczkami. Chciałam to wszystko jakoś ładnie popakować, więc zamówiłam celofanowe woreczki i przycięłam metki. Dwa dni przed kiermaszem miałyśmy dostarczyć przynajmniej część rzeczy, żeby zapisać się na listę... Niestety torebki doszły za późno, więc poszłyśmy tylko z rzeczami Babci Zosi. No i oddałyśmy pudełko w ręce pracowników Muzeum, w którym miał odbywać się Kiermasz. Byłyśmy lekko zdziwione, że nikt nas nie spisał, nie zapisał. Ale nie, to nie ;)
W końcu i moje serducha zostały popakowane. I w dzień kiermaszu stawiłyśmy się o wskazanej nam godzinie. Okazało się, że wszyscy na nas czekali, bo trzeba protokół, dane i w ogóle. Wszystko na wariata. Liczenie, spisywanie, wystawianie. Okazało się, że byłyśmy ostatnie i że brakło dla nas okrycia na stoisko i w ogóle dobrze, że miałyśmy stoisko. No tak to bywa za pierwszym razem i jeszcze jak ktoś słucha mężczyzn ;) Ale jakoś się w końcu udało wszystko poukładać. I tak wyglądało to nasze stoisko:
Starałyśmy się, a na przyszły raz już będziemy wiedziały jak się przygotować i co przynieść ze sobą ;) Niestety pogoda nie dopisała, a Kiermasz był średnio rozreklamowany, ale i tak jesteśmy zadowolone. Ja sprzedałam kilka pojedynczych serduszek i komplet w skandynawskich sweterkach. Babcia Zosia też trochę pohandlowała, więc możemy uznać, że jak na pierwszy raz poszło dobrze :)
No a teraz to już przygotowania do Świąt. Ale wcześniej potrzebuje złapać oddech po tym maratonie z igłą i nitką ;)





0 komentarze:

Prześlij komentarz

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane