piątek, 20 listopada 2015

Ostatnio Mały Człowiek ma etap pod tytułem "nie ma". Chowa się pod kocem i trzeba go szukać. Czasem jest to zabawne, bo nie dość, że siedzi pod tym kocem na środku pokoju, to jeszcze cały czas woła "nie ma" i chichocze. Ale szukać trzeba. Do tego z wielką pasją (czytaj: donośne okrzyki "mama, mama!!!" ;)) każe sobie budować namiot na łóżeczku, stole i gdzie tam jeszcze się uda. W związku z tym wpadłam na pomysł (dodatkowo zainspirowana zabawkową gazetką jednego z marketów), żeby mu kupić namiot. Taki do zabawy. No i wycinek gazetki sobie wisiał, kiedy Mr. T. zaproponował, że może byśmy mu zrobili taki namiot. Zrobili, czyli tata kupi kije, a mama zrobi resztę ;)

Chciałam się trochę wymigać i pomyślałam, że mu kupimy takie tipi, co to panie sprzedają. Takie piękne i urocze w groszki, czy gwiazdki. Niestety cena mnie troszkę powaliła i pomyślałam, że jednak sama sobie poradzę. Nie twierdzę, że są za drogie, bo sam materiał potrzebny na uszycie to już niezła sumka, a co dopiero te roboczogodziny potrzebne na uszycie tej płachty z dodatkami. Twierdzę za to, że trochę wstyd by było, jakby mama z maszyną kupowała gotowce ;)

Moje tipi może nie jest taki idealne, jak te oferowane na necie. Jest za to jedyne, niepowtarzalne i duuuuże. A do tego kosztowało nas (nie licząc roboczogodzin i nici ;)) jakieś 12 zł.
Bambusowe kije kupiliśmy w markecie budowlanym na dziale ogród. Kosztowały ok 4 zł za sztukę. I to jest nasz jedyny wydatek, bo reszta została wydobyta z domowych zasobów naszych i babci Zosi. Na poszycie użyliśmy bowiem starych zasłon Babci Zosi. Śmieję się, że to namiot małego maharadży, bo ta błękitno-szara tkanina jest błyszcząca i w jakieś takie orlo - kwiatowe ornamenty ;) Całość ma wysokość ok 150 cm, a bok podstawy ok 100 cm. Wielki namiot dla Małego Człowieka, ale dzięki temu mieści się w nim również mama lub tata. Trochę nam nogi wystają, ale Mały Człowiek się cieszy. Początkowo Mały Człowiek trochę olał swoją nową kryjówkę, ale pokazaliśmy mu jej możliwości i teraz z Miau, Muu i całą resztą bandziurki siedzi w namiocie ;)
Od środka na górze i w połowie namiotu przyszyta jest guma, która trzyma kije na miejscu. Przy podstawie kije umieszczone są w takich jakby kieszonkach, żeby nie uciekały na boki ;) W kilku miejscach ozdobiłam namiot kawałkami filcu. Pojechałam trochę na leniucha, bo już nie chciałam się szarpać z tą płachtą przy maszynie. Przykleiłam więc filc klejem na gorąco. Ofiary w ludziach: jeden palec ;) Planuję dodać jeszcze kilka ozdób, ale to już musi nabrać mocy urzędowej ;)





1 komentarz:

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane