środa, 5 listopada 2014

Jeszcze będąc na Wyspie dostałam od Sis album na zdjęcia. Wyjątkowy nie tylko dlatego, że jest to prezent, ale również przez swój wygląd. Okładka wykonana jest z lakierowanego drewna. Przód jest w pięknym czerwonym kolorze ze srebrno-perłowymi kwiatami. Środek stanowiły czarne kartki przekładane pergaminem. No ale niestety natura spłatała nam figla...

Z Mr. T się śmiejemy, że przeprowadzka bez przygód i strat, to nie byłaby przeprowadzka. Piwnica, w której były nasze rzeczy uległa zalaniu kilka dni po tym, jak je tam umieściliśmy. Ironia losu jest taka, że bez względu na warunki atmosferyczne nigdy się to wcześniej nie zdarzyło. Tak więc chyba nasze rzeczy przynoszą pecha, albo my go przynosimy...

W każdym razie jedną z ofiar był właśnie wspomniany album od Sis. Drugą ofiarą stał się album miejski, który tworzyłam tak dla relaksu i przy okazji. Bardziej żal mi było tego pierwszego. Nie ma dwóch takich albumów! Dlatego postanowiłam go jakoś uratować. I tu z pomocą przyszła druga ofiara powodzi: album miejski tworzony w brulionie z czarnymi stronicami. I na szczęście udało mi się z niego odzyskać te czarne kartki.
Trochę było wycinania... Ale opłaciło się. Dołożyłam kilka kolorowych stron. Najgorsze było dziurkowanie i zszywanie całości. Bo okazało się, że dziurkacz ma inny zasięg i musiałam każdą kartkę dziurkować ręcznie dwa razy...
Najważniejszy jest efekt końcowy. Operacja się udała, pacjent przeżył, album uratowany!! Teraz się tylko zastanawiam, na co go przeznaczyć?

Odpowiedź przyszła szybko: powstanie w nim nasz album rodzinny. Pozdrawiam.

PS: Odwiedzających i zapraszam jeszcze na >>KONKURS<<







0 komentarze:

Prześlij komentarz

witaj na moim blogu! dziękuję za odwiedziny :) będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :) pozdrawiam

Najczęściej odwiedzane