breloczek - tag

anioł

skrzynka do sypialni

skrzynka na książki

domek z pudełka

wtorek, 23 maja 2017

pamiętam pierwsze prezenty, które Jej podarowałam... laurki i te drobiazgi, które chciałam, żeby były najlepszymi i najpiękniejszymi prezentami na świecie :)

dziś jest łatwiej, bo teoretycznie mam kasę i mogę kupić coś cudownego. bukiety kwiatów i kilogramy czekoladek.

postanowiłam jednak, że w tym roku dam jej - jak dawniej - coś poczynionego własnoręcznie :) dziś pokażę tylko opakowanie, bo los bywa przewrotny i jak Mama raczej nie śledzi moich blogowych działań, tak tym razem mogłaby tu zajrzeć ;) 

tak więc nie przedłużając tego krótkiego wpisu pokazuję prezent dla Mamy ;)

a teraz zmykam szykować inne wpisy. mam tego troszkę ;) miłego...! pozdrawiam, PA!

piątek, 19 maja 2017

w poprzednim wpisie wspominałam, że się rozkręciłam i do prezentu dla Młodzieńca zrobiłam opakowanie. oczywiście było to pudełko na wzór pudełek, które już kiedyś robiłam (kto ciekawy zapraszam TU, TU i TU). wykorzystałam to, co miałam w domu, bo przyznam się grzecznie, że na pomysł pudełka wpadłam spontanicznie i w piątek, dzień przed imprezą, a raczej wieczór przed imprezą kleiłam ;) no!

i wyszło bardzo fajnie, a przynajmniej nie wręczyłam zwykłej koperty ;) nie będę się tu rozpisywać, jak się robi takie pudełko, bo instrukcji na necie nie brakuje. zresztą ja nauczyłam się je robić od Sis - wielkie dzięki i pozdrowienia ;)


opiszę jednak kilka szczegółów: wewnątrz na ścianki przykleiłam kwadraty z papieru do scrapbookingu. na ich krawędzi zrobiłam niewielkie nacięcia nożem do papieru. przy pomocy wielgachnej igły przeciągnęłam wstążeczkę, która miała za zadanie przytrzymać drobiazgi. jak widać jest ona na różnej wysokości. taki był plan, choć z tą najniżej umocowaną nieco przestrzeliłam ;) ale spoko :) do tagów zostały przypięte banknoty. jest i breloczek, i mała kartka z życzeniami i odrobina słodkości w foremce na babeczki przyklejonej do środkowej części.

miałam nieco obawy, czy wszystko się zmieści po złożeniu, ale zmieściło się bez problemu. dodatkowym efektem 'WOW!' był wręczający w osobie Małego Człowieka. i wszyscy zadowoleni... :)

dziękuję wszystkim Odwiedzaczom za wizytę. pozdrawiam, PA!

środa, 17 maja 2017

jak już marudziłam ostatnio czasu mało mam. ktos ma go w nadmiarze? przygarnę ;)

ale, ale! STOP! nie narzekam!!! kocham lato, ciepełko i słońce! jest cudnie! a Mały Człowiek - uwaga Panie i Panowie - został przyjęty do przedszkola, więc od września będę miała kilka godzin ciszy i spokoju na leniuchowanie i moje drobiazgi... taaaak! kogo ja chcę oszukać!?!? pierwszy miesiąc to bankowo będę beczeć w poduszkę i wisieć z zegarkiem w ręku na płocie przedszkola, albo na barierce balkonu - przedszkole mam po drugiej stronie ulicy. MÓJ MAŁY SYNECZEK IDZIE DO PRZEDSZKOLA! tyle w temacie. nie będę się tu rozczulać, bo robota jest do zrobienia ;)

ostatnio szliśmy na urodziny pewnego Młodzieńca. urodziny TRZYNASTE. Młodzieniec w zasadzie wyrozumiały na jakość prezentów, ale... ;) oczywiście główną część prezentu stanowiła gotówka. CO ZA CZASY ;) ale tak najwygodniej - kupi, co zechce, odłoży, czy coś. ale postanowiłam też, że musi dostać coś od ciotki-wariatki z igłą w ręce ;) jakoś tak od razu nasunął mi się pomysł z breloczkiem do kluczy. i tak powstał tag z inicjałem:

dwie warstwy jeansu podklejone fizeliną. literka z filcu przyszyta ręcznie. i reszt tak, jak widać na załączonym zdjęciu ;) i się rozkręciłam. na tym nie poprzestałam, bo powstało jeszcze opakowanie na te drobiazgi, ale o tym już w następnym odcinku ;)

dziękuję za odwiedziny. pozdrawiam, PA!





poniedziałek, 15 maja 2017

ostatnio otrzymuje od Was więcej komentarzy :) normalnie radość w podskokach :) po komentarzowej ciszy, jaka panowała na blogu od początku jego istnienia... sporadyczne kilka słów od znajomych... a teraz?! CUDOWNIE wejść na bloga i widzieć, że mam nowe komentarze i to takie miłe. BARDZO WAM DZIĘKUJĘ!

ponieważ bardzo mi zależy na tym co robię i jak wiecie jestem perfekcjonistką, staram się też BARDZO, żeby zdjęcia, które tu wklejam były jako-takiej jakości, a uwierzcie mi - zupełnie mi to ostatnio nie wychodzi. ale próbuję: rożne ustawienia aparatu, różne aranżacje fotografowanych przedmiotów. czytam porady, przygotowuję 'plan zdjęciowy'... ale niestety nie zawsze się udaje tak, jak bym chciała. ale nie poddaje się.

po co to wszystko piszę? ano po to, żeby się trochę usprawiedliwić. żeby usprawiedliwić czasem słabszą jakość zdjęć i przerwy pomiędzy wpisami... na wszystko trzeba czasu... a tu pogoda piękna, Mały Człowiek nadrabia zaległości w jeździe na rowerze i kiedy tu cokolwiek zrobić...?!


a teraz już do rzeczy. jakiś czas temu weszliśmy podczas spaceru do ciuchola, a tam wisiała sobie ona: poszewka na kołdrę (nie mierzyłam, ale to taki SINGLE jest ;)), dwustronna i piękna :) od razu pomyślałam, że będzie cudnie wyglądać lekko przepikowana w naszej sypialni. a potem jeszcze, że latem - jeśli się takowego doczekamy - świetnie sprawdzi się jako kołderka dla Małego Człowieka. no to co? no to biorę!

poszwa nawet długo nie leżała ;) początkowo miałam po prostu zlikwidować listwę z guzikami, zaszyć i przepikować. ale potem pomyślałam, że w środek coś włożę. coś, czyli stary polarowy koc, który się nieco zmechacił, ale był w ogólnie dobrym stanie. 


bardzo się starałam, układałam wszystko, żeby równo było i pięknie. niestety poszwa już sama w sobie była nieco krzywo zszyta, więc w końcu machnęłam ręką i podążając za powiedzonkiem 'z tego się nie strzela' przepikowałam najlepiej, jak umiałam ;) wyszło całkiem nieźle. powiem więcej: po raz kolejny paczę, paczę i napaczyć się nie mogę ;) i tym sposobem zrobiłam kołdrę z poszwy na kołdrę ;) haha!

jak zwykle dziękuję za wizytę i zapraszam wkrótce :) pozdrawiam, PA!







czwartek, 11 maja 2017

kto lubi karpatkę?! JA! JA! JA! a kto lubi robić karpatkę? ... jacyś chętni? ;) uwielbiam karpatkę, od kiedy moja Mama zrobiła ją po raz pierwszy sto lat temu ;) pamiętam też Mamy walkę z ciastem: to gotowanie, potem pieczenie, żeby się nie zjarało, żeby ładnie wyrosło. a potem odklejanie od folii aluminiowej... ehhh... takie czasy ;)

teraz jadłam karpatkę tylko wtedy, kiedy Babcia Zosia chciała mi zrobić przyjemność i piekła te delicje ;) sama myśl o przygotowaniu ciasta mnie zniechęcała, więc cierpliwie czekałam. czekałam...

już nawet sama kminiłam, że może by tak sobie ułatwić i ten pyszny krem we francuskie ciasto z marketu wpeklować? ale znowu: pieczenie dwóch placków. uda się, albo nie uda. ale oto ostatnio trafiłam na cudowny pomysł! karpatka dla leniwych ;)


wystarczy krem do karpatki i krakersy. słone. nie maślane herbatniki. zwykłe, słone KRAKERSY! takie to proste! postanowiłam od razu wypróbować. kupiłam krem i krakersy, i przystąpiłam do dzieła! 


krem przygotowujemy według przepisu na opakowaniu. można oczywiście zrobić domowy krem budyniowy, ale ja chciałam KARPATKĘ! ;) największa trudność, to rozsmarowanie kremu na pierwszej warstwie krakersów, bo ciasteczka są nieco ruchliwe ;) ale ta determinacja! ;) i tak się przekłada: krakersy, krem, krakersy... i tak do końca kremu ;) na wierzch położyłam warstwę krakersów. w pomyśle było coś o wiórkach kokosowych, ale darowałam sobie. karpatka z kokosem? NIE-E! ;) 


ciasto na jakiś czas wkładamy do lodówki - ile dasz radę poczekać? ;) ...a potem już tylko MNIAM! MNIAM! trochę miałam obawy, co do smaku, ale jest to na prawdę pyszne! słone krakersy równoważą słodki smak kremu. ciasteczka namakają i sklejają się z kremem... niebo w gębie! polecam!

dziś to tyle. smacznie się zrobiło ;) dziękuję za wszystkie odwiedziny :) pozdrawiam i do następnego... PA!





sobota, 6 maja 2017

Marian powstał niedawno. w sumie to ja go tak ochrzciłam ;) nie wiem, co na to Mały Człowiek, ale Marian ogólnie wygląda na zadowolonego z życia ;)

lalki Tilda od dawna przewijały się na mojej liście rzeczy do zrobienia. bardzo chciałam jakąś uszyć, ale z początku nie wiedziałam jak je przystosować, wpisać w świat Małego Człowieka. odłożyłam temat, ale nie porzuciłam.

wróciłam do niego jakiś czas temu i przeprowadziłam intensywne poszukiwania. i tak trafiłam na Śpiochy i Anioły w wersji męskiej ;) a że od dawna szukałam jakiejś fajnej wersji anioła dla Małego Człowieka sprawa stała się jasna. 


Marian powstał z jakiegoś wykroju, który w zasadzie był opisany, jako wykrój na zająca. pomyślałam, że  w przypadku Tilda wykroje niewiele się różnią, a może i zająca uszyję ;) odrobinę zmniejszyłam tylko głowę. pewnie nogi też powinnam zrobić inne, ale co tam! ;) przez to Marian po prostu jest inny ;) 

wykrój na portki też znalazłam gdzieś na necie ;) jednak do sylwetki Mariana okazały się za szerokie w pasie, a za wąskie w nogawkach ;) Marian jednak nie narzeka. przynajmniej może zjeść dużo anielskich ciasteczek ;) dlatego nie wprowadzałam żadnych poprawek, tylko ma takie trochę śmieszne, luźne ogrodniczki ;) skrzydła już narysowałam sama, ale te haftowane 'ślimaczki' to podpatrzyłam u typowych tildowych aniołków ;) a tu proszę bardzo: en face i z profilu ;)

jak widać czapka z dzwoneczkiem wydziergana na szydełku. tak tam coś stworzyłam ;) cel był taki, że ma być długa i zachodzić lekko na oczka ;) tylko z buzią miałam problem i to duży! lalki Tilda mają małe oczka, przez co Marian z profilu wygląda trochę na złośliwca, ale uwierzcie mi: dobry z niego Anioł! :) no i usta! Tilda zwykle nie mają ust! trochę to dla mnie upiorne. poza tym moim zdaniem usta nadają sympatycznego wyglądu. no i coś tam mu wyszyłam. tylko lico ma nieco blade. chyba go różem przypudruje ;)

Marian siedzi w pokoju Małego Człowieka. czasem uczestniczy w zabawach ;) ale głównie siedzi i patrzy. czuwa :)

no to na dziś tyle. teraz pewnie znowu nastąpi przerwa w nadawaniu, bo jestem na etapie tworzenia kilku rzeczy. ale zapraszam do odwiedzania mnie. również na Fejsiku, gdzie rozdaje swój dobytek.

dziękuję Zaglądaczom i Komentującym za to, że SĄ :) pozdrawiam, PA!




piątek, 5 maja 2017

bardzo ją chciałam mieć, a im bardziej chciałam, tym bardziej się przed nią broniłam. bo, że mają wszyscy, że taka oblatana i mało oryginalna. ale co poradzę, że CHCIAŁAM?! ;)

no to mam i ja! skrzynkę drewnianą po owocach. na kółkach. z napisem. i w ogóle na wypasie ;) a zaczęło się od tego, że mój perfekcjonizm cierpiał za każdym razem, gdy narzuta wraz z kocem i poduszkami lądowała NA PODŁODZE! zaczęłam kombinować, co by tu...? pomyślałam o takim stojącym wieszaku typu 'lokaj'. ale potem logika popukała mnie w czoło, że pod ciężarem tych wszystkich tkanin będzie się on wywracał, kiwał, wkurzał. no i jak nic pchała się na myśl TA SKRZYNKA! w końcu pogodziłam się z tą myślą i na targu wynegocjowałam uroczy egzemplarz za całe PIŃĆ ZETA ;) pani wybrała mi taką ładną prawie nówkę ;) i stała miesiąc w piwnicy. haha! znacie mnie już i wiecie, że mocy musiała nabrać ;) a tak serio, to czekałam na cieplejsze dni, żeby w cudne wiosenne wieczory z lampką wina malować ją sobie na balkonie. ZAPOMNIJ! ciepło się nie zrobiło, więc w końcu - jak zwykle na raty i etapami co dwa dni - wzięłam się za nią i teraz wygląda jakoś tak ;)


przyznam się bez bicia, że oszlifowałam ją dość pobieżnie i tylko z zewnątrz. i tak był plan, że wewnątrz będzie bawełniana wkładka ;) a ja nie mam szlifierki, ani cierpliwości ;) potem, jak widać odmalowałam na biało. tylko od zewnątrz oczywiście ;) w dwóch miejscach przykręciłam jakiś kątownik, czy coś-tam ;) tego na górze nie przemyślałam za bardzo, bo po zamontowaniu wkładki znika pod materiałem, ale co tam ;) przykręciłam też cztery najprostsze kółka. mają udźwig 16 kg, więc mam nadzieję, że wytrzymają ;) a jeśli ktoś chciałby wiedzieć, co to za cytat, to pochodzi on z mojego ulubionego serialu 'Gilmore Girls' ;)

a tak wygląda skrzynka z wkładką: 


zwykłe, białe płótno bawełniane i szeroka guma. dno jest z dwóch warstw. no i tyle. jak zwykle uśmiecham się do niej, jak głupia jakaś. nie pozwoliłam nawet nikomu pomagać przy wkrętach - taka dumna z niej jestem ;) a tu jeszcze ujęcie z wypełnieniem:


no i w ten sposób spełniłam swoją kolejną zachciankę ;) a w sypialni pojawił się nowy drobiazg. teraz brakuje jeszcze tylko stolika nocnego i dywanu, i... chyba lista jednak nie ma końca :) hahaha!

dziękuję wszystkim za wizytę i zapraszam na Fejsika, gdzie rozdaję codziennie jakieś drobiazgi ;) pozdrawiam, PA!




 

Najczęściej odwiedzane