Lniane torby XL

workoplecak

woreczki bawełniane

Koperty na zdjęcia

wtorek, 13 sierpnia 2019

Zanim Mały Człowiek przyszedł na świat uszyłam mu trzy maty - kołderki. Okazał się to genialny wynalazek, bo używałam ich zamiast rożka, zamiast kocyka podczas drzemek, czułam się pewniej, kiedy leżał sobie po prostu na podłodze, na miękkiej kołderce i był otoczony zabawkami. Potem podobną kołderkę dostał Chłopiec z Zielonej Wyspy.  A jeszcze później pojawiła się moda na maty w kształcie liścia i przepadłam! Bardzo chciałam taką uszyć dla Małego Człowieka, ale bałam się, że mi się nie uda, że mi nie wyjdzie. A jednak spróbowałam i UDAŁO SIĘ!

Pierwsza powstała mata niewielkich rozmiarów. Długo szukałam pomysłu i inspiracji na kształt mojego liścia i w sumie to nie wiem skąd przyszedł mi do głowy ten pomysł, ale wyszedł liść podobny do tych lipowych ;)


W sumie lipa, to jedno z moich ulubionych drzew... ;) Ale do rzeczy. Liść powstał dość dawno, a ja nie potrafiłam mu zrobić fajnego zdjęcia. Duże gabaryty zawsze sprawiają mi problemy ;) Dopiero na wiosnę wzięłam się i zrobiłam nowe foty. Zdjęcie na tyle przyciągnęło uwagę, że Pewna Mama poprosiła mnie o podobną matę, ale większych rozmiarów. Nie mogła się zdecydować, czy chce żółtą, czy zieloną? W końcu wybrała żółtą.


Mnie jednak tak spodobał się jeden z odcieni zieleni, że postanowiłam zamówić dodatkowo kawałek. Powstał liść w kolorze ciemnej zieleni.


A w międzyczasie powstał jeszcze liść w kolorze pudrowego różu. Był naprawdę śliczny. Niestety powstawał on w czasie pakowania pracowni do rozmiarów mikro, dlatego nie mam jego zdjęcia.

Za każdym razem liść rysuję "od ręki". Nie mam szablonu, wykroju. Różnią się więc nieznacznie, ale zawsze mają sercowaty kształt i ogonek ;)

Teraz w głowie mam kilka nowych pomysłów na maty. Może uda mi się je w najbliższym czasie zrealizować... A póki co zapraszam Was jeszcze do zerknięcia na pierwsze maty szyte metodą patchworku:
1. Kołderka, bo potrzebna wyprawka
2. Kołderka właściwa, bo przecież kupiłam flanelę!
3. Mata sensoryczna, bo co tu robić w ciąży ;)

O matach do zabawy wspominałam też we wpisie z okazji Dnia Dziecka.

Maty zielony i szary liść dostępne od ręki w sklepie w zakładce Magiczny relaks 

wtorek, 6 sierpnia 2019

No dobra. Dzisiaj prawda wyjdzie na jaw! Nie zawsze udaje mi się być eko! Staram się, ale czasem już tak bywa, że zapomnę torby na zakupy, czy coś... Uważam jednak, że każdy mały krok się liczy i tego się trzymam. Dlatego między innymi wymyśliłam konkurs w ramach "Lipiec bez plastiku". Dlatego też szyję wielorazowe płatki kosmetyczne i woreczki bawełniane: na zakupy i nie tylko ;) I zdarzają się nawet chętni, żeby kupić te moje drobiazgi w duchu zero waste.

Wszystko zaczęło się od moich woreczków i płatków. Potem dostałam pierwsze zamówienie i kolejne... Ostatnio Psiółka zapytała mnie o woreczki, ale nie chciała tych moich bawełnianych, tylko takie z firanki. Nie miałam firanki, ale Mama ogłosiła w pracy "akcję firanka" i dobrzy ludzie podarowali skrawki. Wystarczyło na kilka woreczków.


Woreczki są w trzech rozmiarach: ok 20-30 cm x 30-40 cm. Psiółka ma sobie wypróbować, który wymiar jej najlepiej pasuje ;) Zszyłam je na owerloku, a potem jeszcze przejechałam na maszynie. Dodatkowo firanka była dość gruba i sztywna, więc mam nadzieję, że nic się nie będzie z nimi działo ;) Woreczki na zdjęciu nie mają jeszcze sznurka, ale są ściągane na sznurek bawełniany.


I na koniec jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałam Wam powiedzieć: nie dajcie się zwariować! Bardzo ważne jest, żeby ograniczać plastik. Wszyscy to wiemy, ale czy naprawdę musicie obejrzeć film czy przeczytać druzgocący artykuł w Internecie o sytuacji w oceanie, żeby to do Was dotarło? Życie w duchu zero waste jest trudne. Ale zacznijmy od less waste. Zrezygnujcie na początek z tego plastiku, z którego możecie: reklamówki, woreczki jednorazowe, słomki i sztućce jednorazowe, i inne jednorazowe plastiki. Smutne jest to, że wiele firm popiera eko akcje, ale nadal mają wszystko w PLASTIKU. Trudno jest znaleźć produkty w ekologicznych opakowaniach! Nie w każdym mieście są sklepy z żywnością na wagę. Tak więc ograniczajmy plastik, ile się da, a jak się nie da, to chociaż segregujmy śmieci.

Myślę sobie, że jeszcze pewnie nie raz przyjdę do Was z drobiazgami wielorazowymi, z czymś z recyklingu, upcyklingu, z junk journalami i kartkami z resztek materiału i papieru. U mnie niewiele 'odpadów' idzie do kosza. Tak więc bądźcie gotowi! ;) A póki co: ślę serdeczność, PA!!





czwartek, 1 sierpnia 2019

Często już na etapie zakupu materiału wiem, co z niego uszyję. Kupując kwieciste tkaniny: te wszystkie łączki i angielskie róże wiedziałam, że będą z nich piękne, kobiece akcesoria. I nie pomyliłam się. 

Powstało już kilka drobiazgów. Niektóre od razu poszły w świat i nawet nie mam ich zdjęć. Ale na sklepowych półkach jest na przykład piękny plecak w ciemnych kolorach. Niby prawie czarny, ale niezwykle kobiecy przez wstawkę w drobne różyczki. 

Są też wielorazowe płatki kosmetyczne w różyczki (na małym zdjęciu powyżej). Powiem Wam, że pomysł na platki okazał się strzałem w dziesiątkę! Waciki są super, a jadąc na wakacje można wziąć jeden-dwa płatki i nie trzeba się martwić, że braknie ;) Wystarczy przeprać nawet podczas prysznica czy mycia rąk. Sama mam takie płatki od dawna, piorę je i są SUPER!

W ostatnim czasie do różanej rodzinki dołączyła też cała niezwykle subtelna i kobieca seria z bawełny w angielskie róże: torebka listonoszka, kosmetyczka, portfel. 




Naprawdę uroczo wyglądają z różowymi dodatkami, podszewką w kolorze pudrowego różu. No sama słodycz ;) I myślę sobie, że pasują do Kobietki w każdym wieku ;)

No i to będzie na tyle. Jak widzicie ostatnio wpisy nie są długie, ale jakoś ta forma mi się podoba. Chyba Instagram przestawił mnie na krótkie formy pisane ;) W każdym razie dziękuję, że jesteście, zaglądacie, komentujecie... Duża buźka dla Was, PA!!





piątek, 26 lipca 2019

Bardzo długo zbierałam się do tego. Brakowało czasu, weny, sprzyjających okoliczności. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie miejsce, tło i efekt końcowy... Ale w końcu odbyła się - sesja zdjęciowa: ja, Mr.T. i moje torby. 

Oczywistym wydawało się, że torby, szczególnie te w rozmiarze XL wymagają sesji na człowieku. Ile bym ich nie układała - na wieszaku wyglądały po prostu jak lniane worki. Obmyśliłam sobie sesję taką odrobinę romantyczną, gdzieś na łące, w 'złotą godzinę', pyłki, błyski słońca... Niestety w ostatnim czasie słońca, jak na lekarstwo, łąki w okolicy też niekoniecznie, no i jakoś tak życie ciągle stawało mi na przeszkodzie ;)

I tak w pewną sobotę, mimo chmur straszących deszczem wdziałam ja kiecę mą zwiewną i mówię: "Mr. T. bierz torebki - idziemy!" ;) Ha! A tak serio, to miałam strasznego lenia, było trochę słońca, trochę chmur, ale stwierdziłam, że jak się nie wezmę w garść, jak nie teraz, to kiedy do jasnej Anielki!?! Wymyśliłam, że niedaleko są budynki Politechniki Częstochowskiej, ze schodami, lustrzanymi szybami, chłodnią kominową i całą tą industrialną otoczką. Myślę sobie: "no trudno - miało być sielsko i romantycznie, będzie betonowo i miejsko."


Najlepszym tłem okazała się chłodnia kominowa z namalowanym bodajże w tym roku muralem. No modelka ze mnie beznadziejna, raz o mały włos kiecki nie zgubiłam, ale Mr. T. ma nawet niezłe oko do zdjęć i czasem mu wyjdą fajne ujęcia. 


Trochę  śmiechu było;) Ale najważniejsze jest to, że uzyskałam kilka fotek, dzięki którym widać, jak fajnie prezentują się te moje lniane iXeLki na ramieniu. Dodam, że jestem nie za duża (160 cm na obcasie ;)), a mimo tego nie są jakieś przytłaczające. Przynajmniej ja tak uważam. Prywatnie mam taką torbę z białego jeansu i uwielbiam ja pasjami!

Na koniec powiem Wam jeszcze taki hit. Nie wiem, czy pamiętacie moje zeszłoroczne zmagania ze zdjęciami moich drobiazgów na DaWandę? Głównym problemem była ostrość, która częściej obejmowała tło, niż produkt. I ten problem wracał w różnych momentach i w różnych okolicznościach przyprawiając mnie o frustrację. Myślałam, że to ja jestem wyjątkową lebiegą. No ostatecznie, że światło beznadziejne! Ale po powyższej sesji okazało się, że problem pojawia się również plenerze. Na tych zdjęciach nie powinno być większych problemów z ostrością...! Mogły wyjść za ciemne, ale nieostre?! Wiele ujęć mimo, że nic na to nie wskazywało okazało się nieostrych. Znaczy się tło owszem: nawet, nawet. Ale ja już niekoniecznie. No modelka fatalna, ale żeby aż tak? ;) Okazało się, że z dużym prawdopodobieństwem rozregulował się czujnik ostrości - jeśli mogę to tak nazwać. Zaleca jest kalibracja i inne czary-mary. Zajmę się tym w wolnej chwili, a póki co zdjęcia lecę w trybie MF (Manual Focus), a przynajmniej się staram, co przysparza mi jeszcze więcej problemów. Podsumowując to w sumie martwi mnie ta usterka w moim kochanym aparaciku, ale poczułam jakąś taką ulgę, że może jednak nie jestem najgorszym fotografem świata?... Pod warunkiem, że mam tryb AF ;)

Zdjęcia z sesji oczywiście zdobią sklep na www.tbags.pl i na Facebooku @tinybagspl :) A ja już się z Wami żegnam. Pięknie dziękuję za wizyty i komentarze - jesteście super, że nadal do mnie zaglądacie :) Duża buźka, PA!





poniedziałek, 22 lipca 2019

Jak wracać, to z przytupem, co nie? ;) Kolejny wpis. Dzisiaj będzie trochę dłużej, ale mimo wszystko konkret, konkret, jak to zwykł mawiać Mr. T., kiedy z detalami przedstawiam mu moją wersję wydarzeń ;)

No to konkret! Ogłosiłam konkurs pod hasłem "Staram się być eko". Do tego konkursu zainspirowały mnie Dziewczyny z MAMY WENĘ (Instagram: @mamywene). Są one autorkami akcji "Pakuję do swojego", o której pisałam ostatnio. I ogólnie zachęcają do ograniczania użycia jednorazówek wszelkiej maści. I właśnie na ich profilu wpadłam na inną eko-akcję: Lipiec bez plastiku (więcej o akcji >>TU<<). No i tak właśnie sobie pomyślałam, że bycie eko stało się teraz bardzo modne i w ogóle. Ale to nawet bardzo dobrze, że coś modnego w końcu jest też dobre dla naszej planety! I stąd wziął się pomysł na konkurs. Jest na Facebooku (@tinybagspl) i na Instagramie (@t_bags_pl) i trwa do końca lipca. Kto ma konto tu lub tu niech zerknie. Zasady jak zwykle bardzo proste. Nawet nie musicie nikogo zapraszać ;) 


Można wygrać fajne eko nagrody: zestaw płatków kosmetycznych lub taki zakupowy z torbą i woreczkiem. No! To jeszcze raz zapraszam i to tyle konkretów na dziś ;) Dziękuję Wam za odwiedziny. Widzę, że jeszcze jednak blog nie padł zupełnie ;) Ściskam Was mocno, PA!






piątek, 19 lipca 2019

Cześć, cześć. Dawno mnie tu nie było. Och, bo ten czas tak się spieszy... ;) A tak serio, to przydarzyło mi się w życiu kilka niefajnych rzeczy, a blog nie jest najważniejszy, więc go trochę zaniedbałam. Bez wyrzutów sumienia. Ale powoli staję na nogi i pojawi się teraz kilka wpisów o małych sukcesach, fajnych pomysłach, nowych drobiazgach. Wpisy będą krótkie, ale przecież nie ilość się liczy ;)

Na pierwszy ogień idzie akcja "Pakuję do swojego". To projekt społeczny, który szerzy ideę ograniczania plastiku. Dziewczyny robią na prawdę kawał dobrej roboty: organizują warsztaty szycia woreczków zakupowych, inspirują do używania opakowań wielorazowych, a wszystko z głową i z jak najmniejszą ilością plastiku ;)


Zgłosiłam się na ich zapytanie o firmy/miejsca, gdzie można znaleźć woreczki zakupowe. I tym sposobem T-bags ze swoimi bawełnianymi woreczkami znalazła się na liście miejsc, gdzie można kupić właśnie takie i inne woreczki. I pamiętajcie: każdy, nawet najmniejszy gest w kierunku bycia eko jest ważny i ma znaczenie!


A teraz już macham Wam na pożegnanie. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda... ;) No to do następnego...! PA!





poniedziałek, 27 maja 2019

Mój dział promocji spektakularnie zaniedbał wpisy na Dzień Mamy - poleciałam sobie za to po premii ;) Dlatego z Dniem Dziecka lecę na ostatnią chwilę, ale któż z nas - zabieganych Rodziców nie ma czasem tak, że właśnie na ostatnią chwilę kupuje, zamawia i modli się, by kurier był na czas? ;) 

Dzisiaj o prezentach trochę innych, trochę bardziej praktycznych. Bo kiedy na przykład ja staję w pokoju Małego Człowieka, to już nie wiem, co jeszcze mogłabym mu kupić?! Niby nie ma za dużo zabawek, ale jednak klocków ma od groma, całe tony samochodów w każdym rozmiarze i tylko sto książek, to dla mnie zawsze mało. Jeśli więc ktoś z rodziny pyta mnie, co kupić Małemu Człowiekowi odpowiadam: książkę, albo daj kasę, a ja mu kupię jakiegoś ciucha, zabiorę na lody lub do kina. Dlatego dzisiaj mam dla Was trzy propozycje na prezent w stu procentach dziecięcy, ale...

Dla aktywnych odkrywców

Zamiast kolejnych resoraków i zestawów klocków może coś wyjątkowego dla małych Odkrywców? Bo kiedy idziemy na spacer, to trzeba zabrać ze sobą jakiś samochodzik, picie, przekąski, a potem trzeba gdzieś schować te kamyki, kawałki kory i patyki. No to co? No to plecak! 


Okazuje się, że moda na workoplecaki nie przemija. I nie dziwię się: są lekkie, bardzo wygodne i praktyczne, a do tego mogą być niesamowicie kolorowe i wesołe. Z takim plecakiem, to sama przyjemność ruszyć w świat!

Dla towarzyskich przytulaczy

Chyba każdy pamięta ze swojego dzieciństwa jakąś swoją przytulankę. Są tacy, którzy mają je do dnia dzisiejszego ukryte gdzieś w skrzyni na pamiątki lub nawet między poduchami na łóżku ;) Są dzieci, które bez swojego szmacianego Przyjaciele nie są w stanie zasnąć! Są też tacy, którzy swoją uwagą obdzielają wszystkie zabawki sprawiedliwie ;) Może więc w tym roku na Dzień Dziecka podarujesz swojemu Przytulaczowi towarzysza?


Dla leniwych śpioszków

A dla najmniejszych Milusińskich, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę na tym świecie, dla tych co trenują siadanie, ruszanie rączkami i nóżkami, ale głównie to trenują spanie polecam milusie podusie i maty do leżakowania.


Takie drobiazgi są nie tylko bardzo przydatne przy maluchach, ale super ozdobią też pokój, a i Starszaki z nich na pewno skorzystają. 

I co myślicie o takich prezentach? Na pewno ładne i praktyczne ;) Ale jeśli ktoś by wolał bardziej tradycyjnie, to polecam wpisy z serii Żyrafa testuje. Wkleję Wam tu kilka fajnych propozycji:
A Wy co macie w planach na 1. czerwca? Ja jeszcze nie wiem i nadal negocjuję z Małym Człowiekiem ;) Tak więc będzie jak zawsze na ostatnią chwilę... ;) Pozdrawiam, PA!





Najczęściej odwiedzane